Krążyłam samotnie po lesie, bałam się tak strasznie, że byłam w zupełnej panice. Nie mogłam znaleźć wyjścia i nagle zobaczyłam jego. Patrzył się na mnie swoimi jasno niebieskimi ślepiami, a sierść miał niemalże czarną. Cofnęłam się o krok nie wiedząc co robić. Był tak piękny, że aż wstydziłam się tego, że się go boję. Wilk podszedł bliżej, usiadł i zawył do srebrzystego, pełnego księżyca. Jego wyk był przeszywający, ale nie straszny. Wydawał z siebie taki dźwięk jakby okropnie cierpiał. Współczułam mu. Sama nie wiedząc dlaczego, ale podeszłam do niego, nie ruszył się tylko spojrzał na mnie zaintrygowany.
- Co Ci jest? – Powiedziałam głupio tak jakbym oczekiwała, że on mi
odpowie. Ukucnęłam, a on musnął swoim wilgotnym i chłodnym noskiem mojej ręki.
Było to strasznie przyjemne. Nie wydał z siebie jednak nawet najmniejszego
pomruku. Wyciągnęłam rękę, aby dotknąć jego jedwabistej sierści, ale on
błyskawicznie odbiegł.
I nagle się obudziłam. Otworzyłam
oczy. Pierwsze co ujrzałam to mój biały sufit, a potem usłyszałam przyjemny,
opiekuńczy głos, który dobrze znałam zupełnie tak jakbym nauczyła się go na
pamięć.
- Koszmar? – Zapytał Stefano.
Pokiwałam bezradnie głową. Czułam, że mogę wiele mu opowiedzieć, ale nie byłam
pewna czy uwierzyłby mi. – Uspokój się, jestem przy tobie. Co Ci się takiego
śniło?
- Może to głupie, ale las, wilk…
- Już miałam mówić dalej, ale wciął mi się w zdanie.
- Opisz mi go. – Nie rozumiałam
dlaczego to takie ważne, ale zauważyłam ciekawość w jego zielonych tęczówkach i
głosie. Podniosłam się i usiadłam na łóżku.
- Czarny, błękitne oczy i wył. To
wycie było okropne Stefano. Musiał cierpieć, zrobiło mi się tak strasznie
smutno… tak bardzo chciałam mu pomóc…
- Rozumiem.
- Nie, nie rozumiesz. Czułam
jakby nas łączyła jakaś więź. Sama tego nie rozumiem. Nikt nie mógłby poczuć
czegoś tak silnego. Nie chcę Cię urazić, wybacz, ale to było takie
realistyczne… Mogłabym…
- Się w nim zakochać, tak? –
Zapytał kiedy nie dokończyłam. Roześmiałam się panicznie. Skąd mógł wiedzieć co
chciałam powiedzieć? Telepatia? A może to było oczywiste?
- To niedorzeczne. Przestań. Nie
zakochałabym się w zwierzęciu.
- A jeśli byłby to wilkołak?
- Nie to niemożliwe. Był piękny,
ale nie wierzę w takie istoty. W każdym bądź razie to tylko sen.
- Masz rację. Nie ma o czym
mówić. Zrobię Ci śniadanie, okej?
- Nie jem śniadań, ale kawa
byłaby okej.
- A jeżeli mi padniesz w szkole?
- To przybędziesz po mnie jak
książę na białym koniu. – Uśmiechnęłam się szeroko mówiąc to. Oczywiście
żartowałam. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy po czym wyjęłam potrzebne mi
rzeczy do łazienki.
- Oczywiście, pojawię się wtedy z
miłą chęcią i Cię uratuję. – Dodał, a ja po chwili zniknęłam w łazience.
Pierwszy raz byłam punktualnie na
zajęciach. Stefano budził we mnie wiele odczuć i naprawdę lubiłam z nim
przebywać. Może to głupio brzmi, ale trudno było mi się z nim rozstać.
Siedziałam na lekcji i pisałam w pamiętniku. Opisałam chyba wszystko i
skończyłam równo z dzwonkiem. Nie słuchałam na lekcji, byłam zbyt rozproszona.
Myślałam tylko o tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnim czasie w moim życiu.
Jeszcze chyba nigdy tak wiele się nie działo. Byłam zbyt rozproszona i chciałam
ujrzeć Stefano. W południe wszyscy zebrali się na stołówce. Dzisiaj usiadłam
zupełnie sama czekając i rozglądając się za zielonookim przystojniakiem.
Wszyscy zdziwili się, że nie siedzę ze swoją paczką jak to zawsze bywa.
Potrzebowałam spokoju, potrzebowałam go. Bezradnie dłubałam w jedzeniu, aż
poczułam cień na swoim ciele. Zwróciłam wzrok na postać, ale to nie był ten na
którego czekałam.
- Catherine, przepraszam. –
Chłopak usiadł obok mnie ze swoją tacką i ujął moją dłoń, a ja nie
protestowałam, choć było mi przykro i to nawet bardzo. To był Matt mój chłopak,
którego nie widziałam od kilku dni. Zupełnie nie wiedziałam jak mam z nim
rozmawiać. Już nie czułam do niego tego co wcześniej. Czar prysł.
- Gdzie się podziewałeś? Czego
chcesz? Nie rozumiem.
- Wybacz mi. Nie byłem w stanie
się z tobą kontaktować.
- Cholera! Nawet nie zadzwoniłeś.
Myślisz, że jak się czułam? Byłam pewna, że nie masz odwagi ze mną zerwać, może
nawet się bałam, że coś Ci się stało, a teraz się nagle zjawiasz jakby nigdy
nic i przepraszasz? Matt ogarnij się!
- Co z tobą, Catherine?
- Co ze mną? Popatrz na siebie,
dobra? Jesteś jakiś nienormalny czy co? Co było na tyle ważne, że nie mogłeś
dać znaku życia? No co?
- Musiałem sobie wszystko
przemyśleć.
- Wszystko czyli co?
- Nasz związek. Chcę być z tobą,
Cath.
- Ale ja z tobą nie, Matt. To
koniec. – Powiedziałam nie zastanawiając się nawet nad decyzją. Sama nie wiem
co sobie wyobrażałam, ale czułam, że nie chcę spędzić już ani chwili razem z
nim. Czułam, że czeka mnie coś lepszego, że jestem przeznaczona komuś innemu.
Wierzyłam w przeznaczenie od niedawna, a kiedyś było to nieracjonalne. Wstałam
z miejsca nie pozwalając chłopakowi mnie zatrzymać. Odeszłam szybko idąc prosto
do szkoły, ale zauważyłam przy murku chłopaka, który mi się przyglądał.
Stefano, to on.
- Wszystko w porządku? – Zapytał
gdy do niego podeszłam. Czułam na sobie wzrok mojego byłego, ale nic sobie z
tego nie robiłam po prostu wtuliłam się w ramiona Salvatore.
Resztę tego dnia spędziłam w
towarzystwie siostry. Nad ranem miał przyjechać wuj, ale miałam złe przeczucia.
Co mogło się stać? Może po prostu wszystko mnie przerosło i nic się nie stanie?
Nie chciałam o tym myśleć. Zdecydowanie za dużo rozmyślałam. Zbyt wiele myśli
krążyło po mojej głowie. Wyszłam na spacer w to samo miejsce, co dwa dni temu.
Położyłam się na środku ulicy. Co ja sobie myślałam? Nie chciałam, żeby mnie
coś rozjechało, ale chciałam go ponownie zobaczyć, ale tym razem nie dać mu
odejść. Pragnęłam jego głosu, spojrzenia i tego dreszczu. Pragnęłam, żeby mnie
dotknął, a może nawet i pocałował. Chyba się przeliczyłam, bo pięć minut
później nadal nie było śladu mężczyzny. Zamknęłam oczy, ale po chwili wstałam.
- To było nieracjonalne,
niedorzeczne, nienormalne. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam?
- Wszystkie słowa na ‘n’ pasujące
do sytuacji? – Zapytał nagle mężczyzna za mną. Odwróciłam się natychmiastowo.
- Jesteś…
- Czekałaś na mnie? – Zapytał, a
ja przyglądałam mu się tak jakby był tylko wytworem mojej fantazji. Och, był
boski i nie mogłam na niego nie patrzeć. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, ale
na pewno nie mogłam mu ulec ani przyznać się, że to jego oczekiwałam. Czy to
dziwne, że go pożądałam? Ledwo poznany mężczyzna, a ja chciałam być w jego
silnych ramionach, czuć zapach jego perfum i delektować się nim. Chciałam aby
pochłonął mnie całą, chciałam mu się oddać, czy to było nie na miejscu?




