środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 9 "Kłótnia z bratem"



Nagle do domu wszedł Daniel.
- Catherine? Co tu się dzieje? Kto to jest do cholery jasnej? Normalna jesteś? Zwykła kurwa z Ciebie. Jesteś z Mattem, a sprowadzasz do domu w nocy pierwszego lepszego kolesia. – Kiedy tylko brunetka to usłyszała wkurzyła się i wstała odkładając kakao na stolik. Szybko pojawiła się przed bratem, a jej tęczówki były zupełnie zaszklone od nadmiaru łez.
- Nie wiesz co mówisz! Szwędasz się z jakimiś starymi babami, a mi zarzucasz takie rzeczy? Nie masz prawa mnie osądzać! Nie wiesz co się tu działo, nie interesujesz się niczym poza swoim tyłkiem! – Wykrzyczała i popchnęła go mocno w tył. Nie chciała mu nic zrobić, ale wyprowadził ją z równowagi. Stefano nie stał bezczynnie, choć to chyba nie była jego sprawa, a rodziny. Odciągnął jednak Catherine od Daniela i przytulił do siebie mocno od tyłu. Nie dał jej się wyrwać, a spróbował ją uspokoić. Ona po momencie się opanowała. W jego ramionach było jej tak dobrze, tak bezpiecznie.
- Jesteś nienormalna, Catherine! Nienormalna! Chora psychicznie wariatka! – Wykrzyczał i poszedł na górę.
- Matka nie żyje! – Krzyknęła zginając się w pół i płacząc. Nie mogła tego powstrzymać. Tak bardzo ją to bolało. Może niczego tak nie przeżywała, nie spraw związanych z rodziną, ale teraz ją to przerastało, nie mogła nie reagować, nie mogła tego w sobie nieustannie dusić. Miała dość, była tak zupełnie sama. Jednak był Stefano. W tej chwili był jej podporą. Otarł jej łzy spływające po policzku i wziął ją na ręce po czym wprowadził do jej sypialni i położył ją na łóżku. Zamknął za nimi drzwi i położył się obok.
- Nie płacz, błagam. Jestem tu przy tobie, jestem. – Wyszeptał wpatrując się w nią. Nie mógł znieść tego chorego uczucia, tego, że ona tak cierpi i nic nie może zrobić. To bolało go bardziej niż wszystko inne wokół, nawet jego własne problemy. Czuł, że nie zasługiwała na to, że nie powinna była tego doświadczyć. Catherine wpatrywała się w niego, ale w końcu zbliżyła się jeszcze bardziej i mocno w niego wtuliła. Przy nim było jej lepiej, była silniejsza. Zasnęła równie szybko jak i on.
~
Mia nie przestawała płakać dopóki nie zasnęła w ramionach Miguela. Czuła się mimo wszystko bezpiecznie w jego ramionach. Chłopak ułożył ją na łóżku i przykrył kołdrą po czym sam wziął prysznic i ubrał na siebie dresowe spodnie do spania. Położył się na kanapie twierdząc, że nie powinien kłaść się przy niej, z pewnością by tego nie chciała, a przynajmniej on tak myślał.
Rankiem blondynka obudziła się jako pierwsza. Była lekko zdezorientowana i nie wiedziała gdzie jest. Wstała niepewnie z łóżka i rozejrzała się. Dopiero kiedy weszła w głąb mieszkania zobaczyła na kanapie śpiącego Miguela. Obok niego stał na stoliku budzik wybijający godzinę 6:10. Dzisiaj był dzień szkolny. Mia weszła do łazienki z uśmiechem i wzięła szybki prysznic. Przebrała się w wczorajsze ubrania i rozczesała dokładnie swoje blond loki. Zrobiła jakieś kanapki i dwie kawy. Wszystko ułożyła na tacce i położyła na stoliku.
- Miguel! Miguel! – Zaczęła go budzić, a kiedy nie drgnął nawet zaczęła szarpać dłońmi, aby wstał. Wyglądała na przejętą i wystraszoną, ale on w końcu się obudził.
- Mia, żartowałem tylko. – Uśmiechnął się delikatnie i podniósł się z kanapy. Ujął jej twarz w dłonie gładząc kciukami jej policzki. Wpatrywał się tym samym w jej niebieskie tęczówki. Sam nie wiedział dlaczego tak go ujęła, ale zaczął na nią zupełnie inaczej patrzeć. Na pewno nie jak na rozwydrzone i rozpieszczone dziecko. Było jej ciężko w życiu mimo, że kiedyś miała wszystko. On wiedział jednak, że pieniądze dużo nie dają, choć są potrzebne.
- Wystraszyłam się. – Powiedziała cicho i mocno się do niego przytuliła.
- Przepraszam, okej? Jesteś słodka. – Uśmiechnął się ponownie i ucałował ją w czoło. Usiedli rozmawiając o prawie wszystkim i spokojnie wypili kawę oraz zjedli śniadanie. Godzina robiła się coraz późniejsza, ale oboje tego nie zauważali dopóki nie wystraszył ich dzwoniący telefon Miguela. Wstał z kanapy i odebrał. Mia od razu zauważyła, że nie jest zbyt bogaty, że jest mu ciężko. Nie wiedziała co z jego rodziną, ale to mieszkanie, ta komórka. Wszyscy w tych czasach mieli już i-fony, a on nawet nie miał porządnego smartfona.
- Vick? Wszystko w porządku? Nie, dzisiaj nie mogę. Spotkamy się jutro na zajęciach, dziś pracuję nie mogę. – Mówił, a Mia wszystko słyszała i była zbyt ciekawa. Praca? Jakaś Vick ze szkoły? Kim ona jest? Chciała wszystko wiedzieć, ale koniec końców nie dowiedziała się niczego. Wstała i wzięła swoją torbę. Miguel widząc to szybko się ubrał nadal rozmawiając, a po kilku minutach przerwał konwersację i podszedł do dziewczyny. – Gdzie się wybierasz?
- Muszę być w szkole za 15 minut…
- Na piechotę na pewno nie dojdziesz. Spóźnisz się trochę najwyżej. Poczekaj chwilę.
- Nie mogę, Miguel! Pan Franiuk powiedział, że jeszcze raz mnie zobaczy spóźnioną to wylecę z zajęć.
- Czyli trzeba będzie dodać gazu.
- Co?
- To co słyszałaś, chodź. – Wziął ją za rękę i wyszli z mieszkania. W mgnieniu oka znaleźli się przy jego motorze. Podał jej kask, który szybko założyła wsiedli i odjechali. Jechał szybko, nawet bardzo, a Mia trochę się bojąc trzymała go mocno w pasie. Dojechali po 10 minutach. Mia zdjęła kask i podała mu go. Już miała odejść, ale spojrzała na niego.
- Ty nie idziesz?
- Dziś nie mogę. Muszę iść do pracy.
- Aha… To może ja Ci pomogę?
- Nie Mia to nie dla Ciebie. Poza tym spieszyłaś się, żeby nie zostać wywalona z zajęć.
- Ech, tak prawda. – Przytaknęła głupio przypominając sobie o tym. Uśmiechnęła się niezręcznie i pomachała mu kiedy odjechał. Nawet nie zauważyła, że ktoś jej się przygląda, a mianowicie Daniel jej brat. Nie sądziła, że pojawił się w szkole. Chodził do ostatniej klasy i powtarzał ją. Mimo to nie zjawiał się zbyt często. Gilbert nie wróżyła mu dobrej przyszłości, chociaż wierzyła, że wyjdzie na prostą. 

Haha pisałam to przed chwilą i pomyślałam, że Daniel jest normalnie wszędzie. xD nie będę o nim dużo pisać, bo nie jest wart uwagi, a przynajmniej na razie. Teraz w moim planie jest jakiś wątek z Catherine i Damonem. Jak niektórzy wiedzą jestem za Deleną, więc musi coś być na rzeczy. :D 

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 8. "Jestem sama."



 

Jak to możliwe, że ta brunetka poznała Stefana? On jest potworem, nie powinna się z nim zadawać. Może to zabrzmi egoistycznie, może nawet mówię jak zazdrosny chłopak, ale mówię poważnie. On jest zły, choć ja jestem gorszy. To wszystko jest okropne. Mój braciszek wyszedł sobie tak po prostu nic nie mówiąc. Nie wiem gdzie może się podziewać. Jest teraz z nią? Co robi? Nie interesowało mnie to co on może czynić, lecz to czy jest wraz z nią, czy robi z nią coś, czy ją dotyka, całuje, uwodzi. A może zrobił jej coś złego? Nie, to nie możliwe. Źle ją wczoraj potraktowałem, ale chciałem, żeby trzymała się ode mnie jak najdalej, od niego tym bardziej. To nie mogło tak wyglądać. Im bardziej chciałem ją od siebie odepchnąć tym bardziej ona lgnęła do niego. Cholera! Dlaczego ja w ogóle tyle o niej myślę? Muszę dać sobie spokój, muszę. Jednak uporczywie mnie to męczy. Czy czuła tamtej nocy to co ja? A może mnie nienawidzi? Za tą chamskość, za to, że nagle przejechała się i zobaczyła moją prawdziwą twarz, chociaż… nie. Zobaczyła jedną z wielu moich obliczy. Z rozmyśleń wyrwała mnie Candice.
- Damon? Kochanie… O czym tak uporczywie myślisz? Mam nadzieję, że o mnie…
- Tak, Candice, cukiereczku, myślę o tobie i o nikim innym. – Powiedziałem sarkastycznie, ale ona chyba tego nie wyczuła. A może po prostu udała, że nie usłyszała mojej ironii w głosie. Uśmiechnęła się i podeszła bliżej. Pocałowała mnie, ale ja nie chciałem, nie chciałem, żeby mnie całowała, nie ona. Miałem dość tego, że ciągle myśli, że jesteśmy razem, choć nie raz tłukłem jej do głowy, że tak nie jest. Ona była jednak nieugięta. Zachowywała się jak jakaś psychopatka i chyba nawet tego nie zauważała. Na szczęście po kilku minutach uratowała mnie Camila, moja siostra. Dzięki Bogu! Nie wytrzymałbym dłużej z tą przylepą. Przytuliły się na przywitanie i poszły na górę, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się do nich obu na pożegnanie. Kiedy zniknęły z mojego pola widzenia odetchnąłem z ulgą.
~
Mia powoli zsiadła z motoru kiedy ten się zatrzymał.
- Dziękuję. – Wyszeptała cicho. Rozejrzała się po okolicy, ale była jej nieznana. Czy była daleko od domu? Trochę się przeraziła, ale zobaczyła, że nieznajomy jej dotychczas chłopak również zsiada z motoru po tym jak zaparkował obok jakiegoś obskurnego bloku. Zdjął kask i zaczął iść w jej stronę. Miała pewne obawy, choć coś mówiło jej, że jest bezpieczna, że nie musi się bać. Twarz mężczyzny zobaczyła dopiero, gdy się zbliżył. Zupełnie znieruchomiała. To był ten chłopak z boiska, ten z którym się pokłóciła. Nie znosiła go, jego krnąbrności i arogancji. Był zwyczajnym egoistą, ale zawdzięczała mu ratunek, nie mogła teraz tak po prostu sobie odejść.
- Mia… Co do cholery robiłaś po ciemku w takiej okolicy z tymi baranami?
- Baran to ty… - Nagle urwała. Nie powinna tak się wyrażać, a przynajmniej nie po tym co dla niej zrobił. – Przepraszam.
- Blondynka… - Przewrócił swoimi tęczówkami, co nie uszło jej uwadze nawet w świetle księżyca. Przyjrzała mu się na tyle ile mogła.
- Moglibyśmy choć przez moment rozmawiać jak cywilizowani ludzie, a nie tylko się obrażać wzajemnie? Nawet się nie znamy, a mamy już o sobie wyrobione zdanie. To trochę płytkie, nie uważasz? I podobno to ja jestem płytka, no proszę bardzo. Nie mam ochoty na kłótnie.
- Kolejny kaprys? To do ciebie podobne.
- Przestań. – Powiedziała stanowczo. Nie miała już siły się z nim użerać. Na nic nie miała siły po dzisiejszych zdarzeniach.
- Dlaczego? Miałbym być dla ciebie miły? To jakieś święto jest? Jesteś głupia, naiwna i… - Nie dokończył, bo ona usiadła pod drzewem i zasłoniła swoją twarz dłońmi. Skuliła się tak, że ledwo było ją widać. Podszedł do niej i ukucnął. – A teraz się rozpłaczesz jak mała dziewczyna, żeby było mi głupio i żebym się nad tobą ulitował. Typowe.
- Jestem sama. Mam dość.
- Widzę.
- Nie o to mi chodzi… Moja matka popełniła samobójstwo, ojciec zapadł się pod ziemię, siostra jest w domu z jakimś chłopakiem, który ją pociesza, Daniel mój brat został pewnie na noc u starszej babki, z którą sypia, a ja…
Mówiła tak strasznie załamanym głosem, że uwierzył w to. Nie mogła być tak świetną aktorką. Normalnie miałby to gdzieś, a nawet cieszyłby się, ale teraz? Czuł się winny. Oczerniał ją, przezywał, a ona przeżywała okropne chwile. Nic dziwnego, że czuła się zagubiona.
- Ciiii, nic już nie mów. Jesteś wystraszona, przemarznięta. Zachowałem się okropnie, sorry.
- Nie stać cię nawet na zwykłe przepraszam?  - Zapytała niezbyt miłym tonem i spojrzała na niego zapłakana.
- Przecież to właśnie powiedziałem.
- Nie. Sorry to nie to samo.
- Okej, przepraszam. Chodź. – Pomógł jej wstać i przytulił ją do siebie. Objął ją po chwili ramieniem i zaprowadził do siebie do mieszkania. Była to mała kawalerka. Jeden dość duży pokój, kuchnia i łazienka. Nie stać go było na nic większego prócz tej małej klitki, ale teraz nie było mu to potrzebne, mieszkał sam, więc po co? Zamknął szczelnie za nimi drzwi na może dwa zamki i wprowadził ją do pokoju. Ona nawet się nie rozglądała. Usadowił ją na swoim łóżku.
- Zrobię ci herbaty, poczujesz się lepiej. – Powiedział i już miał wstać, ale dziewczyna złapała go za rękę.
- Zostań. Nie chcę herbaty.
- Dobrze. Jak sobie życzysz. – Odparł i usiadł obok niej. Otarł łzy z jej policzków i przytulił do siebie głaskając ją po włosach. Mia nie mogła za żadne skarby świata rozgryźć Miguela, nie potrafiła. Ciągle był taki… inny. Nie wiedziała dlaczego, chciała się dowiedzieć, chciała go poznać i już w tej chwili tak bardzo jej nie irytował. Czuła jednak, że po tym wszystkim, gdy wrócą do szkoły on nadal będzie dla niej taki wredny i dokuczliwy. Dlaczego jego nastawienie miałoby się niby zmienić? Nie chciała, żeby się nad nią litował, musiała być twarda, chociaż teraz nie mogła się na to zdobyć. Była zbyt krucha, a on to wyczuł.
~
- Stefano… Zrobiłeś mi to kakao? – Zapytała Catherine i odsunęła się od niego o krok czując to napięcie między nimi. Rodziło się w nich mocne uczucie, któremu nie mogła zapobiec, dlatego postanowiła utrzymać dystans, co było trudne. Na moment nawet zapomniała o brunecie, bracie młodszego Salvatore.
- Tak, proszę. – Podszedł do stolika i chwycił kubek z ciepłym napojem. Dziewczyna wzięła od niego naczynie i zaprowadziła go do salonu gdzie usiedli na podłodze przed rozpalonym kominkiem. Chłopak okrył ją kocem i przytulił. W ciszy zaczęli wpatrywać się w promyki kominka. 

Mam nadzieję, że nie jest taki zły. Chciałam dodać trochę Mii i Miguela, ale przede wszystkim Damona i jego myślenia. Następny rozdział dopiero piszę, więc nie wiem kiedy będzie. Ostatnio mam pewne braki weny. 

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 7. "Obok Ciebie."

Catherine zbliżyła się do niego tak, że czuła jego oddech na swoim ciele. Już miała ulec, ale cudem się powstrzymała.
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. – Wyszeptała prosto do jego ucha, bardzo cicho i dość pociągająco, choć sama nie wiedziała czy chciała, żeby to tak wyszło.
- Tak? Jakie? – Zapytał wybity z rytmu. Zupełnie zapomniał tematu przez nią. Co ona z nim robiła? Dlaczego stawał się przy niej taki? Pozwoliłby jej chyba na wszystko, chociaż czuł, że to nie w porządku, że nie powinni, ale ona czuła zupełnie to samo. Chciała złożyć pocałunek na jego ustach, ale nie mogła. Może Matt był nie fair w stosunku do niej, ale ona nie była nim, nie chciała tak go potraktować. Stefano pragnął poczuć jej bliskość może nawet bardziej niż ona, ale przerwała to, a on musiał to uszanować.
- To o rodzicach. – Odpowiedziała trochę nie zręcznie. Mógł, przecież nie chcieć rozmawiać o nich, a ona wypaliła z tym jak głupia.
- Szczerość za szczerość, tak? – Zapytał nie zabierając wcale swojej dłoni z jej.
- Znaczy… to nie tak. Nie chcę Cię do niczego zmuszać i nie musisz…
- Powiem. Należy Ci się to. Chcę odpłacać się tym samym, więc należy ci się prawda. Moi rodzice nie żyją, zmarli już dawno. Matka jak byłem dzieckiem, była kochana i dobra, a ojciec… W sumie to nigdy się nami nie zajmował. Tylko czegoś od nas oczekiwał, aż zginął, a raczej został zabity. Bywa, nic się nie stało.
- Jak to nic?
- Przepraszam, ale przyzwyczaiłem się. Żyłem z tym już trochę.
- Tak, rozumiem. A przynajmniej staram się zrozumieć.
- Nie musisz, możemy o tym nie rozmawiać?
- Okej. Cieszę się jednak, że się otworzyłeś. Cieszę się też, że tu jesteś.
- Ja również cieszę się z tego powodu, szczególnie z tego drugiego. – I znowu uśmiechnął się tym okropnym uśmiechem, za który ona chciała zabić. Zabiłaby chyba każdą dziewczynę do której by się tak uśmiechnął. Sama ta myśl doprowadzała ją do szału.
- Zostaniesz tu dziś ze mną? Może to dziwnie brzmi, ale nie chcę być sama… Możesz spać na łóżku albo na kanapie…
- Nie zostawię cię w takim stanie. Musisz wrócić do normalności. Zostanę. Będę obok ciebie. – Uśmiechnęła się uroczo i delikatnie, kiedy to powiedział, ale nadal nie była pewna gdzie będzie spał. „Obok ciebie” to znaczyło, że będzie przy niej, ale na kanapie czy raczej miała odebrać to dosłownie i będzie spał na łóżku tuż przy niej tak, że będzie mogła poczuć jego ciepło, bicie jego serca? W jej głowie kłębiły się różne myśli, ale musiała w końcu wyrwać się z transu. – To może idź się wykąpać, a ja pójdę zrobić ci jakieś ciepłe kakao na uspokojenie i dobry sen, co?
- To świetny pomysł. Jesteś cudowny, dziękuję. – Pocałowała go odruchowo w policzek i wstała. Skierowała się prosto do swojej łazienki, która była niedaleko kuchni. Stefano zaś poszedł do kuchni i rozporządził się wszystkim.
~
Mia zaczęła się bać. Dzięki światłom latarni twarze nieznajomych złoczyńców były dobrze widoczne, ale nie znała ich. Budzili jednak w niej przerażenie, była przerażona, a krzyk czy jakikolwiek dźwięk nie wydobył się z jej ust. Nagle, dzięki Bogu podjechał motocykl.
- Wsiadaj. No już! – Ponaglił ją motocyklista, który właśnie zsiadł z motoru. Jego głos był znajomy, ale nie była pewna kto to. Nie wiedziała czy wsiąść, ale czy mogło być gorsze wyjście? Wsiadła. Obserwowała przez moment chłopaka, który ją uratował. Bił się z dresami i był całkiem niezły, bo powalił ich na łopatki. Sama nie była pewna dlaczego, ale poczuła się dumna ze swojego wybawcy. W końcu mężczyzna w kasku dołączył do niej, wsiadł na motor i odjechał wraz z nią. Doskonale wiedział kim ona jest, znał ją, ale musiał jej pomóc, nie mógł tego nie uczynić. Nie potrafił jej tak zostawić na pastwę losu, a kiedy myślał, co ci durnie mogą jej zrobić, że będą ją dotykać dostawał szału, co go strasznie wkurzało. Przyspieszył trochę, a ona mocno się w niego wtuliła. Poczuła się bezpieczna, choć czy powinna tak się czuć? Nie miała, przecież pojęcia kim on jest.
~ Stefano.
Byłem w kuchni Catherine. Czułem się przy niej bardzo dobrze, tak jakbyśmy znali się całe życie na dodatek chyba się w niej zakochiwałem. Czy to było normalne? Od dłuższego czasu byłem sam. Nie chciałem być w związku, wystarczyła mi samotność i powoli się do niej przyzwyczaiłem. Ona jednak miała chłopaka, więc nie była w moim zasięgu. Chwilami myślałem, że mnie uwodzi, ale po krótkiej chwili opamiętuje się ze względu na niego, na swojego faceta. To wszystko nie miało sensu, miałem mętlik w głowie. Zrobiłem jej kakao i oparłem się o blat wpatrując się w drzwi łazienki. Były uchylone, co znaczyło, że chyba się już wykąpała. Po krótkim momencie ukazała mi się ona, nie powinienem był patrzeć, nie powinienem być w nią tak zapatrzony. Była w samych majtkach, wycierała się, ale wyglądała tak seksownie. Zauważałem każdą kroplę wody spływającą po jej ciele, włosach. Byłem jak zahipnotyzowany. Nagle się opamiętałem i odwróciłem, byłoby mi strasznie głupio gdyby teraz się odwróciła i zobaczyła, że na nią patrzę, ale każdy milimetr jej ciała, każda cząsteczka w niej była tak idealna, że nie mogłem się oprzeć jej widokowi. Spojrzałem w sufit odruchowo, a kiedy odwróciłem wzrok ona stała już przy mnie, trzymała rękę na moim ramieniu, a moje ciało, aż zadrżało od jej dotyku. Chciałem, żeby była blisko, chciałem jej dotknąć, poczuć smak jej ust i niemalże od nadmiaru emocji, które się we mnie zbierały eksplodowałem. Miała na sobie jedynie ręcznik, a gdy spojrzałem w jej czekoladowe tęczówki tonąłem. Byliśmy tak blisko, że czułem jej oddech na swojej skórze. Tak bardzo chciałem… nie, nie mogłem. Nie mogłem sobie na to pozwolić, ona zapewne tego nie chciała. Nie mogłem zrobić nic wbrew jej woli. A jeśli ona chciała? Jeśli pragnęła tego tak bardzo jak ja? Jeśli jej żyły również paliły się od tego grzechu? Nie, Stefano. Opamiętaj się. Nie możesz nawet tak myśleć, nie i koniec. 

~ 
Na początek chciałam wyjaśnić reakcję dziewczyn na wieść o samobójstwie matki. Anyśka uważa, że przyjęły to za spokojnie, ale prawda jest taka, że Catherine stała się bez uczuciowa. Tak naprawdę to wszystko do niej jeszcze nie trafiło. Doznała szoku i do końca nie myśli i tym co się stało. Co do Mii to ona czuje, że musi być silna, że musi zachować zimną krew tak jak jej siostra. To wszystko ją boli, ale przeżywa to w środku. Nie dzieli się tym z innymi.
A tak poza tym to co myślicie o rozdziale? :D

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 6 "Pocieszyciel"



Catherine otworzyła drzwi zmęczona i trochę śpiąca. Jak na dziś dzień i tak za dużo się wydarzyło, a przynajmniej jak na nią. Najpierw poznanie Stefano, potem ta głupia Candice i Damon, zdrada ojca, a na koniec samobójstwo matki. Była już wykończona i jedyne na co teraz miała ochotę to sen, słodki sen z pięknymi snami. Czy to było tak dużo? Otworzyła drzwi, a za nimi stał nie kto inny jak młody Salvatore. Uśmiech namalował się na jej twarzy prawie od razu. Z jego ust jednak zszedł. Od razu zauważył, że coś jest nie tak, że coś się stało.
- Cześć. Wejdziesz? – Zapytała uchylając nieco szerzej drzwi. Chłopak tylko pokiwał zgodnie głową i wszedł do środka. Gilbert zaprowadziła go do swojego pokoju, a tam usiedli na łóżku. Z początku gapiła się w podłogę, a jej poprzedni stan krytyczny powrócił.
- Ej, spójrz na mnie. – Powiedział łagodnie chwytając delikatnie, jak jeszcze nikt inny jej podbródek. Uniósł go tak, żeby spojrzała prosto na niego. Tak też się stało. Jej oczy wpatrywały się centralnie w jego tęczówki. Nawet nie mrugnęła. – Co się stało?
- Nic, Stefan. Nic. – Wyszeptała i spuściła wzrok. Jej oczy diametralnie się zaszkliły od nadmiaru łez. On jednak nie uwierzył, nie był na tyle głupi, żeby nie rozpoznać takiego prostego kłamstwa, które było często spotykane.
- Jeśli nie chcesz to nie mów. Nie musisz. – Dodał cicho i przytulił ją do siebie, a ona poczuła się w jego ramionach tak bezpiecznie, tak dobrze. Chciała mu wszystko wyznać, ale brakowało jej słów, nie wiedziała od czego zacząć i jak to oznajmić.
- Ja… Cóż… Dużo się dziś wydarzyło. Kiedy wróciłam do domu zobaczyłam ojca w łóżku z jakąś laską, a godzinę później dowiedziałam się, że moja matka skoczyła z mostu…
- Dzisiaj?
- Tak. – Nie miała sił nawet myśleć nad jego pytaniem, chociaż to zdawałoby się dziwne dla kogoś o zdrowym rozsądku i trzeźwym umyśle.
- Przepraszam za to pytanie. Ja nie wiem co powiedzieć… Catherine…
- Nic nie mów. Chcę pobyć w ciszy, proszę. – Szepnęła, a on nawet nie musiał odpowiadać. Ona dobrze wiedziała, że się zgadza, że ją rozumie.

- Catherine! Catherine! – Nagle zabrzmiał głos Mii z holu. Bez pukania weszła do pokoju Catherine, ale to co tam ujrzała i kogo kompletnie ją zdumiało. W sumie jej siostra nie robiła nic złego, mógł to być jej przyjaciel, ale dlaczego jej o tym nie powiedziała? Dlaczego wcześniej go nie widziała? Może nie było po prostu czasu. – Um.. Przepraszam. Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę się przejść.
- A tak… Mia. To mój nowy znajomy Stefano, a to jest moja siostra Mia. – Odsunęła się trochę od Salvatore, żeby nie wyglądało to podejrzanie, teraz poczuła się naprawdę głupio i niezręcznie.
- Miło mi cię poznać. – Wstał i wyciągnął rękę w stronę blondynki, która od razu przyjaźnie się uśmiechnęła i ją uścisnęła.
- Mi również. Jesteś jej teraz potrzebny. Zaopiekuj się nią tylko wiesz… w miarę…
- Tak wiem. Uwierz nie mam złych intencji.
- Jesteśmy tylko znajomymi, Mia. – Wybełkotała trochę nerwowo Catherine.
- Okej, okej, przecież nic nie mówię. Róbcie co chcecie, to nie moja sprawa. Przyjdę za około godzinę, może dwie. – Puściła im oczko i wyszła.
- Rodzeństwo… Dobrze to znam. – Uśmiechnął się ciepło Stefano. Po tym uśmiechu chyba wszystkim dziewczynom zmiękłyby kolana. Brunetka czuła się naprawdę wyjątkowo i choć dalej była smutna oraz przygnębiona to przy nim wszystko było takie lepsze, łatwiejsze, inne.
- Wiem. Damon to tak właściwie twój brat, tak? – Zapytała. Wcześniej nie odważyła się zadać tego pytania. Bała się odpowiedzi, bała się, że powie, że tak, choć w sumie sama nie wiedziała dlaczego, aż tak by ją to przygnębiło.
- Tak. Arogancki, samolubny, nie warty uwagi. Nie jesteśmy zbyt dobrze do siebie nastawieni. – Powiedział całkiem obojętnie, tak jakby wcale mu nie zależało na ich rodzinnych relacjach. Potwierdził ciekawość Catherine, niestety. Już była przygotowana na najgorsze.
- Ja mam brata i siostrę. Jestem środkowa, jeśli chodzi o wiek. – Uśmiechnęła się spoglądając na niego, a on odwzajemnił ten uśmiech. – A rodzice? Nami się ma zająć wujek… Dopóki ojciec nie wróci. Okropny jest, nawet nie pytaj. Widziałam go ostatnio jak miałam 12 lat.
- Współczuję. Mam nadzieję, że ja jakoś będę mógł Ci umilić ten czas.
- Z pewnością panie, Salvatore. – Przygryzła swoją dolną wargę kusząco i spojrzała na niego przez swoje rzęsy. Dopiero po chwili zdała sobie z tego sprawę, że go uwodzi. O nie, Catherine opanuj się, spokój, nie daj się. Pomyślała. Stefano jednak nie pomógł jej się opanować. Położył swoją dłoń na jej dłoni, co doprowadziło ją do okropnego mętliku w głowie.
~~
Mia przechadzała się ciemnymi uliczkami małego miasteczka i musiała wszystko przemyśleć. Rozmyślała ciągle nad całym dniem, nad wydarzeniami, które miały miejsce. Próbowała w to wszystko uwierzyć, ale czy my byśmy uwierzyli w te wydarzenia, które w ciągu jednego dnia spotkały młodą dziewczynę? To był szok, ale mimo to cieszyła się, że ma Catherine, kochającą mimo wszystko siostrę, która była przy niej prawie zawsze. Myślała też jaka powinna być i doszła do wniosku, że powinna dorośleć, zacząć myśleć trzeźwo, a nie ciągle jak mała dziewczyna. Bała się jednak, że świat ją przerośnie, a była pewna, że to miejsce nie jest tak przyjemnym i tak dobrym jakim jej się zdawało za młodszych lat.
- Ej laska! Blondi! Zatrzymaj się. No niunia! – Usłyszała nagle za sobą jakieś głosy. Miała rację to były dresy. Zaczepiali ją, a jeden nawet dał jej klapsa w tyłek. Ona wtedy od razu się odwróciła i chciała walnąć go w twarz, ale nie zdołała, bo chwycił ją za nadgarstki. 

~~ ♣ 
Nikt nie skomentował poprzedniego rozdziału i jakoś tak mi smutno. Tak czy siak będę pisała dalej. Mam już kolejny rozdział napisany. Mam nadzieję, że was nie zanudzę. XD 
Jak myślicie, czy ktoś obroni Mię czy wydarzy się jakaś tragedia? Czy wydarzy się coś pomiędzy Stefano, a Catherine? A może oprze się tej pokusie?