niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 7. "Obok Ciebie."

Catherine zbliżyła się do niego tak, że czuła jego oddech na swoim ciele. Już miała ulec, ale cudem się powstrzymała.
- Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. – Wyszeptała prosto do jego ucha, bardzo cicho i dość pociągająco, choć sama nie wiedziała czy chciała, żeby to tak wyszło.
- Tak? Jakie? – Zapytał wybity z rytmu. Zupełnie zapomniał tematu przez nią. Co ona z nim robiła? Dlaczego stawał się przy niej taki? Pozwoliłby jej chyba na wszystko, chociaż czuł, że to nie w porządku, że nie powinni, ale ona czuła zupełnie to samo. Chciała złożyć pocałunek na jego ustach, ale nie mogła. Może Matt był nie fair w stosunku do niej, ale ona nie była nim, nie chciała tak go potraktować. Stefano pragnął poczuć jej bliskość może nawet bardziej niż ona, ale przerwała to, a on musiał to uszanować.
- To o rodzicach. – Odpowiedziała trochę nie zręcznie. Mógł, przecież nie chcieć rozmawiać o nich, a ona wypaliła z tym jak głupia.
- Szczerość za szczerość, tak? – Zapytał nie zabierając wcale swojej dłoni z jej.
- Znaczy… to nie tak. Nie chcę Cię do niczego zmuszać i nie musisz…
- Powiem. Należy Ci się to. Chcę odpłacać się tym samym, więc należy ci się prawda. Moi rodzice nie żyją, zmarli już dawno. Matka jak byłem dzieckiem, była kochana i dobra, a ojciec… W sumie to nigdy się nami nie zajmował. Tylko czegoś od nas oczekiwał, aż zginął, a raczej został zabity. Bywa, nic się nie stało.
- Jak to nic?
- Przepraszam, ale przyzwyczaiłem się. Żyłem z tym już trochę.
- Tak, rozumiem. A przynajmniej staram się zrozumieć.
- Nie musisz, możemy o tym nie rozmawiać?
- Okej. Cieszę się jednak, że się otworzyłeś. Cieszę się też, że tu jesteś.
- Ja również cieszę się z tego powodu, szczególnie z tego drugiego. – I znowu uśmiechnął się tym okropnym uśmiechem, za który ona chciała zabić. Zabiłaby chyba każdą dziewczynę do której by się tak uśmiechnął. Sama ta myśl doprowadzała ją do szału.
- Zostaniesz tu dziś ze mną? Może to dziwnie brzmi, ale nie chcę być sama… Możesz spać na łóżku albo na kanapie…
- Nie zostawię cię w takim stanie. Musisz wrócić do normalności. Zostanę. Będę obok ciebie. – Uśmiechnęła się uroczo i delikatnie, kiedy to powiedział, ale nadal nie była pewna gdzie będzie spał. „Obok ciebie” to znaczyło, że będzie przy niej, ale na kanapie czy raczej miała odebrać to dosłownie i będzie spał na łóżku tuż przy niej tak, że będzie mogła poczuć jego ciepło, bicie jego serca? W jej głowie kłębiły się różne myśli, ale musiała w końcu wyrwać się z transu. – To może idź się wykąpać, a ja pójdę zrobić ci jakieś ciepłe kakao na uspokojenie i dobry sen, co?
- To świetny pomysł. Jesteś cudowny, dziękuję. – Pocałowała go odruchowo w policzek i wstała. Skierowała się prosto do swojej łazienki, która była niedaleko kuchni. Stefano zaś poszedł do kuchni i rozporządził się wszystkim.
~
Mia zaczęła się bać. Dzięki światłom latarni twarze nieznajomych złoczyńców były dobrze widoczne, ale nie znała ich. Budzili jednak w niej przerażenie, była przerażona, a krzyk czy jakikolwiek dźwięk nie wydobył się z jej ust. Nagle, dzięki Bogu podjechał motocykl.
- Wsiadaj. No już! – Ponaglił ją motocyklista, który właśnie zsiadł z motoru. Jego głos był znajomy, ale nie była pewna kto to. Nie wiedziała czy wsiąść, ale czy mogło być gorsze wyjście? Wsiadła. Obserwowała przez moment chłopaka, który ją uratował. Bił się z dresami i był całkiem niezły, bo powalił ich na łopatki. Sama nie była pewna dlaczego, ale poczuła się dumna ze swojego wybawcy. W końcu mężczyzna w kasku dołączył do niej, wsiadł na motor i odjechał wraz z nią. Doskonale wiedział kim ona jest, znał ją, ale musiał jej pomóc, nie mógł tego nie uczynić. Nie potrafił jej tak zostawić na pastwę losu, a kiedy myślał, co ci durnie mogą jej zrobić, że będą ją dotykać dostawał szału, co go strasznie wkurzało. Przyspieszył trochę, a ona mocno się w niego wtuliła. Poczuła się bezpieczna, choć czy powinna tak się czuć? Nie miała, przecież pojęcia kim on jest.
~ Stefano.
Byłem w kuchni Catherine. Czułem się przy niej bardzo dobrze, tak jakbyśmy znali się całe życie na dodatek chyba się w niej zakochiwałem. Czy to było normalne? Od dłuższego czasu byłem sam. Nie chciałem być w związku, wystarczyła mi samotność i powoli się do niej przyzwyczaiłem. Ona jednak miała chłopaka, więc nie była w moim zasięgu. Chwilami myślałem, że mnie uwodzi, ale po krótkiej chwili opamiętuje się ze względu na niego, na swojego faceta. To wszystko nie miało sensu, miałem mętlik w głowie. Zrobiłem jej kakao i oparłem się o blat wpatrując się w drzwi łazienki. Były uchylone, co znaczyło, że chyba się już wykąpała. Po krótkim momencie ukazała mi się ona, nie powinienem był patrzeć, nie powinienem być w nią tak zapatrzony. Była w samych majtkach, wycierała się, ale wyglądała tak seksownie. Zauważałem każdą kroplę wody spływającą po jej ciele, włosach. Byłem jak zahipnotyzowany. Nagle się opamiętałem i odwróciłem, byłoby mi strasznie głupio gdyby teraz się odwróciła i zobaczyła, że na nią patrzę, ale każdy milimetr jej ciała, każda cząsteczka w niej była tak idealna, że nie mogłem się oprzeć jej widokowi. Spojrzałem w sufit odruchowo, a kiedy odwróciłem wzrok ona stała już przy mnie, trzymała rękę na moim ramieniu, a moje ciało, aż zadrżało od jej dotyku. Chciałem, żeby była blisko, chciałem jej dotknąć, poczuć smak jej ust i niemalże od nadmiaru emocji, które się we mnie zbierały eksplodowałem. Miała na sobie jedynie ręcznik, a gdy spojrzałem w jej czekoladowe tęczówki tonąłem. Byliśmy tak blisko, że czułem jej oddech na swojej skórze. Tak bardzo chciałem… nie, nie mogłem. Nie mogłem sobie na to pozwolić, ona zapewne tego nie chciała. Nie mogłem zrobić nic wbrew jej woli. A jeśli ona chciała? Jeśli pragnęła tego tak bardzo jak ja? Jeśli jej żyły również paliły się od tego grzechu? Nie, Stefano. Opamiętaj się. Nie możesz nawet tak myśleć, nie i koniec. 

~ 
Na początek chciałam wyjaśnić reakcję dziewczyn na wieść o samobójstwie matki. Anyśka uważa, że przyjęły to za spokojnie, ale prawda jest taka, że Catherine stała się bez uczuciowa. Tak naprawdę to wszystko do niej jeszcze nie trafiło. Doznała szoku i do końca nie myśli i tym co się stało. Co do Mii to ona czuje, że musi być silna, że musi zachować zimną krew tak jak jej siostra. To wszystko ją boli, ale przeżywa to w środku. Nie dzieli się tym z innymi.
A tak poza tym to co myślicie o rozdziale? :D

2 komentarze:

  1. Okej trochę to pojęłam, ale nie będę się teraz wczulać w ten wątek z emocjami xD Rozdział jak każdy świetny ; *

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny rozdział zapraszam do siebie.http://hello-my-shadow-self.blogspot.com/2014/04/2.html

    OdpowiedzUsuń