Jak to możliwe, że ta brunetka
poznała Stefana? On jest potworem, nie powinna się z nim zadawać. Może to
zabrzmi egoistycznie, może nawet mówię jak zazdrosny chłopak, ale mówię
poważnie. On jest zły, choć ja jestem gorszy. To wszystko jest okropne. Mój braciszek
wyszedł sobie tak po prostu nic nie mówiąc. Nie wiem gdzie może się podziewać.
Jest teraz z nią? Co robi? Nie interesowało mnie to co on może czynić, lecz to
czy jest wraz z nią, czy robi z nią coś, czy ją dotyka, całuje, uwodzi. A może
zrobił jej coś złego? Nie, to nie możliwe. Źle ją wczoraj potraktowałem, ale
chciałem, żeby trzymała się ode mnie jak najdalej, od niego tym bardziej. To
nie mogło tak wyglądać. Im bardziej chciałem ją od siebie odepchnąć tym
bardziej ona lgnęła do niego. Cholera! Dlaczego ja w ogóle tyle o niej myślę?
Muszę dać sobie spokój, muszę. Jednak uporczywie mnie to męczy. Czy czuła
tamtej nocy to co ja? A może mnie nienawidzi? Za tą chamskość, za to, że nagle
przejechała się i zobaczyła moją prawdziwą twarz, chociaż… nie. Zobaczyła jedną
z wielu moich obliczy. Z rozmyśleń wyrwała mnie Candice.
- Damon? Kochanie… O czym tak
uporczywie myślisz? Mam nadzieję, że o mnie…
- Tak, Candice, cukiereczku,
myślę o tobie i o nikim innym. – Powiedziałem sarkastycznie, ale ona chyba tego
nie wyczuła. A może po prostu udała, że nie usłyszała mojej ironii w głosie.
Uśmiechnęła się i podeszła bliżej. Pocałowała mnie, ale ja nie chciałem, nie
chciałem, żeby mnie całowała, nie ona. Miałem dość tego, że ciągle myśli, że
jesteśmy razem, choć nie raz tłukłem jej do głowy, że tak nie jest. Ona była
jednak nieugięta. Zachowywała się jak jakaś psychopatka i chyba nawet tego nie
zauważała. Na szczęście po kilku minutach uratowała mnie Camila, moja siostra.
Dzięki Bogu! Nie wytrzymałbym dłużej z tą przylepą. Przytuliły się na
przywitanie i poszły na górę, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się do nich obu na
pożegnanie. Kiedy zniknęły z mojego pola widzenia odetchnąłem z ulgą.
~
Mia powoli zsiadła z motoru kiedy
ten się zatrzymał.
- Dziękuję. – Wyszeptała cicho.
Rozejrzała się po okolicy, ale była jej nieznana. Czy była daleko od domu?
Trochę się przeraziła, ale zobaczyła, że nieznajomy jej dotychczas chłopak
również zsiada z motoru po tym jak zaparkował obok jakiegoś obskurnego bloku.
Zdjął kask i zaczął iść w jej stronę. Miała pewne obawy, choć coś mówiło jej,
że jest bezpieczna, że nie musi się bać. Twarz mężczyzny zobaczyła dopiero, gdy
się zbliżył. Zupełnie znieruchomiała. To był ten chłopak z boiska, ten z którym
się pokłóciła. Nie znosiła go, jego krnąbrności i arogancji. Był zwyczajnym
egoistą, ale zawdzięczała mu ratunek, nie mogła teraz tak po prostu sobie
odejść.
- Mia… Co do cholery robiłaś po
ciemku w takiej okolicy z tymi baranami?
- Baran to ty… - Nagle urwała.
Nie powinna tak się wyrażać, a przynajmniej nie po tym co dla niej zrobił. –
Przepraszam.
- Blondynka… - Przewrócił swoimi
tęczówkami, co nie uszło jej uwadze nawet w świetle księżyca. Przyjrzała mu się
na tyle ile mogła.
- Moglibyśmy choć przez moment
rozmawiać jak cywilizowani ludzie, a nie tylko się obrażać wzajemnie? Nawet się
nie znamy, a mamy już o sobie wyrobione zdanie. To trochę płytkie, nie uważasz?
I podobno to ja jestem płytka, no proszę bardzo. Nie mam ochoty na kłótnie.
- Kolejny kaprys? To do ciebie
podobne.
- Przestań. – Powiedziała
stanowczo. Nie miała już siły się z nim użerać. Na nic nie miała siły po
dzisiejszych zdarzeniach.
- Dlaczego? Miałbym być dla
ciebie miły? To jakieś święto jest? Jesteś głupia, naiwna i… - Nie dokończył,
bo ona usiadła pod drzewem i zasłoniła swoją twarz dłońmi. Skuliła się tak, że
ledwo było ją widać. Podszedł do niej i ukucnął. – A teraz się rozpłaczesz jak
mała dziewczyna, żeby było mi głupio i żebym się nad tobą ulitował. Typowe.
- Jestem sama. Mam dość.
- Widzę.
- Nie o to mi chodzi… Moja matka
popełniła samobójstwo, ojciec zapadł się pod ziemię, siostra jest w domu z
jakimś chłopakiem, który ją pociesza, Daniel mój brat został pewnie na noc u
starszej babki, z którą sypia, a ja…
Mówiła tak strasznie załamanym
głosem, że uwierzył w to. Nie mogła być tak świetną aktorką. Normalnie miałby
to gdzieś, a nawet cieszyłby się, ale teraz? Czuł się winny. Oczerniał ją,
przezywał, a ona przeżywała okropne chwile. Nic dziwnego, że czuła się
zagubiona.
- Ciiii, nic już nie mów. Jesteś
wystraszona, przemarznięta. Zachowałem się okropnie, sorry.
- Nie stać cię nawet na zwykłe
przepraszam? - Zapytała niezbyt miłym
tonem i spojrzała na niego zapłakana.
- Przecież to właśnie
powiedziałem.
- Nie. Sorry to nie to samo.
- Okej, przepraszam. Chodź. –
Pomógł jej wstać i przytulił ją do siebie. Objął ją po chwili ramieniem i
zaprowadził do siebie do mieszkania. Była to mała kawalerka. Jeden dość duży
pokój, kuchnia i łazienka. Nie stać go było na nic większego prócz tej małej
klitki, ale teraz nie było mu to potrzebne, mieszkał sam, więc po co? Zamknął
szczelnie za nimi drzwi na może dwa zamki i wprowadził ją do pokoju. Ona nawet
się nie rozglądała. Usadowił ją na swoim łóżku.
- Zrobię ci herbaty, poczujesz
się lepiej. – Powiedział i już miał wstać, ale dziewczyna złapała go za rękę.
- Zostań. Nie chcę herbaty.
- Dobrze. Jak sobie życzysz. –
Odparł i usiadł obok niej. Otarł łzy z jej policzków i przytulił do siebie
głaskając ją po włosach. Mia nie mogła za żadne skarby świata rozgryźć Miguela,
nie potrafiła. Ciągle był taki… inny. Nie wiedziała dlaczego, chciała się
dowiedzieć, chciała go poznać i już w tej chwili tak bardzo jej nie irytował.
Czuła jednak, że po tym wszystkim, gdy wrócą do szkoły on nadal będzie dla niej
taki wredny i dokuczliwy. Dlaczego jego nastawienie miałoby się niby zmienić?
Nie chciała, żeby się nad nią litował, musiała być twarda, chociaż teraz nie
mogła się na to zdobyć. Była zbyt krucha, a on to wyczuł.
~
- Stefano… Zrobiłeś mi to kakao?
– Zapytała Catherine i odsunęła się od niego o krok czując to napięcie między
nimi. Rodziło się w nich mocne uczucie, któremu nie mogła zapobiec, dlatego
postanowiła utrzymać dystans, co było trudne. Na moment nawet zapomniała o
brunecie, bracie młodszego Salvatore.
- Tak, proszę. – Podszedł do
stolika i chwycił kubek z ciepłym napojem. Dziewczyna wzięła od niego naczynie
i zaprowadziła go do salonu gdzie usiedli na podłodze przed rozpalonym
kominkiem. Chłopak okrył ją kocem i przytulił. W ciszy zaczęli wpatrywać się w
promyki kominka.
Mam nadzieję, że nie jest taki zły. Chciałam dodać trochę Mii i Miguela, ale przede wszystkim Damona i jego myślenia. Następny rozdział dopiero piszę, więc nie wiem kiedy będzie. Ostatnio mam pewne braki weny.

Fajny rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://time-for-us-to-become-one-historia.blogspot.com/2014/04/001.html
OdpowiedzUsuńhttp://angel-icons.blogspot.com/2014/04/3.html plis wyłącz tą cholerną sorry za słowo weryfikację obrazkową plis.
OdpowiedzUsuńhttp://angel-icons.blogspot.com/2014/04/3.htmli daj dla animowanych w tedy wiecej osób będzie komentować
Świetny rozdział ! Fajnie sobie MyM pogadali xD I to rozmyślanie Damona, haha :) Czekam na Twój dopływ weny :)
OdpowiedzUsuńDo następnego <3