niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 5 "Wszystko się rozpada."



- Dzień dobry. Komisarz Brenda Watson i mój partner Jonas Butf.
- Co się stało?
- Możemy wejść?
- Tak… Jasne, proszę. – Otworzyłam drzwi szerzej, żeby policjanci mogli wejść do środka. Dobrze w sumie, że nie było Daniela, bo on miał fioła na punkcie policji. Za nic w świecie nie pozwoliłby im na wejście do środka, bo to oznaczało same kłopoty. Z tymi kłopotami to może miał rację, ale ich wizyta trochę mnie przeraziła.
- Chodzi o Daniela? – Wtrąciła się szybko Mia i wyszła zza moich pleców. Zamknęłam drzwi za nimi i usiedliśmy wszyscy na dwóch równoległych do siebie sofach. Spojrzałam pierw na siostrę, a potem na policjantów.
- Nie, nie chodzi o waszego brata. Rozmawiam z Catherine i Mią Gilbert, tak? – Zapytała zapewne dla pewności.
- Oczywiście. Powie nam pani w końcu co się stało?
- Wasza matka… Anastasia Anna Gilbert popełniła samobójstwo. To znaczy… Nie jesteśmy pewni, ale na to wszystko wskazuje. Wyłowiliśmy ją z rzeki Roswelt przy moście.
- Co? To… Nie możliwe. To musi być jakaś pomyłka proszę pani.
- Miała jakieś problemy? – Ta baba była jakaś upośledzona! My dostałyśmy szoku, nie wiedziałyśmy co robić, a ona dopytywała dalej nie wzruszona. Nawet nie wiedziała jaki to był dla nas cios. Nie miała z pewnością wyczucia sytuacji. Mia niespodziewanie wstała i obróciła się na pięcie.
- Nie, nie miała. To była idealna rodzina. Niech pani się od nas odpieprzy. – Warknęła i w tym momencie jej nie poznałam. Odeszła od nas i poszła prosto do swojego pokoju. Miałam nadzieję, że nie zrobi sobie nic głupiego.
- Jak państwo słyszą, nie miała.
- A gdzie ojciec?
- Nie wiem i mało mnie to obchodzi.
- Jak to?
- Nie pani sprawa.
- Owszem moja. Prowadzę dochodzenie.
- To niech pani je zamknie. Ojca nie ma, nie wiem kiedy będzie, wyjechał.
- W takim razie musimy kogoś do was przysłać. Może się ktoś wami zająć podczas nieobecności ojca?
- Nie. Znaczy… Wuj, ale on nie znosi dzieci, sama nie wiem.
- Proszę go przekonać, bo inaczej będziecie przebywać w pogotowiu opiekuńczym przez jakiś czas.
- Jakiś czas? Mam rozumieć „dopóki ojciec nie wróci lub któreś z nas nie będzie dorosłe?” – Zapytałam, choć wiedziałam, że Daniel będzie miał niedługo swoje 18 – ste urodziny, to mnie pocieszało, ale gdzie właściwie był ojciec? Gdzie polazł?
- Muszę już was wyprosić. Przepraszam, ale powinnam być teraz z siostrą.
- Dobrze. Proszę się z nami kontaktować. – Kiedy to powiedziała wzięłam od niej wizytówkę i zamknęłam za nimi drzwi. Czy Daniel w ogóle wiedział co się stało? Gdzie on się podziewał? Miałam już tego dość. Nagle cały mój świat się zawalił. Poszłam do pokoju Mii i na szczęście nic sobie nie zrobiła. Byłam starsza, musiałam się nią zaopiekować, choć czasem ona sama była dojrzalsza ode mnie, a mnie to powoli zaczęło przerastać. Usiadłam obok leżącej na łóżku siostry i zauważyłam jakąś kartkę, którą trzymała w dłoniach.
- Mia, co to jest?
- List.
- Od kogo?
- Od ojca.
- Pokaż. – Niemalże wyrwałam jej z rąk papier i zaczęłam czytać.
„Kochane dziewczynki. Wyjeżdżam na jakiś czas wszystko przemyśleć. Wiem, że was zawiodłem, że zawiodłem waszą matkę. Popełniłem ogromny błąd, ale między nami już od dawna się nie układało. Nie chcieliśmy was niepokoić dlatego stwarzaliśmy pozory idealnego małżeństwa. Mam nadzieję, że sobie jakoś poradzicie. Catherine zaopiekuj się Mią i przypilnuj Daniela. Nie róbcie głupot. – Wasz ojciec.”
- Co to ma być do cholery? Zmył się tak po prostu? Tchórz! Jebany robol! Kurwa mać! – Krzyknęłam wkurzona i zgniotłam list. Myślał, że wszystko nim załatwi? Nienawidziłam go. Przynajmniej teraz rozumiałam te wszystkie ich kłótnie nocami, gdy stałam na tym zimnym balkonie. Wszystko układało się w logiczną całość. Możliwe nawet, że mama wiedziała o romansie ojca, o tym, że był uzależniony od seksu. To chore! Jeszcze nie tak dawno byliśmy przykładem rodziny dla całego miasteczka, a teraz co? Nie obchodziło mnie co powiedzą sąsiedzi, ludzie w szkole. Chciałam tylko znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, chciałam umieć żyć dalej. Musiałam przezwyciężyć lęk i uwierzyć, że dam radę nad wszystkim zapanować.
- Mia…
- Nie, Catherine. Ja Ci pomogę, pomogę Ci z Danielem, z domem, ze wszystkim.
- Ale… Ty nie musisz.
- Ale chcę, Cath. Nie zostawię wszystkiego na twoich barkach. Nienormalna jesteś czy jak? – Zapytała i się uśmiechnęła tak ciepło, jak już dawno tego nie robiła, a ja po prostu zmiękłam i odwzajemniłam ten uśmiech. Pomogłam jej się podnieść i otrzeć łzy. Była silna, stawała się dorosła, w sumie… cieszyło mnie to, choć może nie powinno w tej sytuacji mnie już nic radować.
- Damy radę, wierzę w to. Trzeba zadzwonić do wuja. – Oznajmiła.
- Ja zadzwonię. – Musiałam go jakoś przekonać.
- Okej. Zadzwonić po Matta?
- Po niego? Po co? – Zapytałam zdziwiona tym pytaniem. W tej też chwili przypomniałam sobie o Stefano. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale potrzebowałam kogoś bliskiego, potrzebowałam tego, żeby był tu.
- To twój chłopak. Myślałam, że będzie ci z nim raźniej…
- Ach, tak… Mia to nie takie proste. Ja czuję, że on się mną już nie interesuję. Nie było go dzisiaj w szkole i co prawda nie widziałam go od kilku dni, ale czuję, że mnie olewa.
- To nie jest normalne.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Powinien się zdecydować. Być z tobą albo po prostu zerwać. A ty… Kochasz go?
- Nie. – Nie wiem dlaczego przyszło mi to z taką łatwością. Byłam wraz z Mattem w związku ponad 3 lata, od gimnazjum, a nagle wszystko stało się takie inne. Dorosłam, on też. Zaczął mieć swój typ dziewczyny, zaczął być inny, a ja? Sama nie wiedziałam. Od jakiegoś czasu czułam się inaczej, czułam się inna.
- To… chyba dobrze.
- Tak, to dobrze, Mia. To ja idę zadzwonić. – Dodałam i zniknęłam w holu. Chwyciłam za telefon. Wykręciłam numer i w końcu odezwał się jakiś głos.
- Czego?
- John?
- Catherine? Jak miło cię słyszeć. – Oznajmił z ironią, słyszałam to.
- Mamy problem.
- Dzwonicie zwykle, gdy macie problemy.
- Anastasia nie żyję, a Robert gdzieś zniknął i nie wróci zbyt szybko. Musisz się nami zaopiekować. Znaczy… Wystarczy, że z nami zamieszkasz na trochę.
- Śmieszna jesteś. To jakiś cyrk?
- Nie, wuju. Mówię całkiem poważnie. Zrobię wszystko tylko… przyjedź, proszę.
- Skoro tak… będę jutro wieczorem.
- Dziękuję. – Na tym zakończyliśmy rozmowę, ale nie sądziłam jeszcze, że tak to wszystko się skończy, że John postawi nam okropne warunki już następnego dnia. Póki co odetchnęłam z ulgą. Odłożyłam słuchawkę.
- Przyjedzie! – Krzyknęłam. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie wiedziałam kto to i nikogo się nie spodziewałam. Nie miałam ochoty nikogo widzieć na oczy. 

~ ♣ 
Nie wiem dlaczego, ale czuję, że ten rozdział jest tak trochę o niczym. Mam trochę pomysłów, więc będzie się działo. To wam gwarantuję. Mam nadzieję, że przypadnie wam to do gustu. Tak poza tym to kto przyszedł? Jak myślicie? Całuski Kochane. ;* 

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 4 "Ojciec."



Dalszą drogę szliśmy wraz ze Stefano w ciszy. Nikt nie był w stanie jej przełamać, ale tak naprawdę nie było to potrzebne. Nie musieliśmy się odzywać. Nie chciałam tego. Czułam się dziwnie i nie byłam pewna czy to przez Candice, towarzystwo przystojnego bruneta, który się mną zainteresował czy przez tego okropnego Damona, który był tak cholernie pociągający, interesujący, tajemniczy… seksowny. Co? Nie. Catherine czy ty właśnie pomyślałaś o tym stukniętym i chamskim typie jako o seksownym gościu? Wypluj to, wypluj! Rozumiesz? Nie wolno Ci. On jest odrażający, a nie pociągający czy seksowny. Och, jak ja mogłam tak pomyśleć, to jest jedna wielka pomyłka. W końcu doszliśmy przed dom, a ja nie mogłam tak po prostu do niego wejść. Na co ja czekałam? No na co? Powinnam zniknąć w środku, pożegnać się i wejść, ale nie. Ja musiałam sobie coś uroić w tej swojej małej główce i wpatrywać się prosto w zielonookiego Salvatore.
- Wejdziesz? – Zapytałam w końcu. Chyba nie chciałam być sama. Wczorajszy wieczór doskonale pozwolił mi dać do myślenia, a w moim stanie towarzystwo jest bardzo potrzebne. Tego byłam pewna. Cel? Nie popaść w depresje, nie dostać szału. Nie mogą mnie, przecież zamknąć w psychiatryku. Co to, to nie. Nie dam się. Jestem normalną dziewczyną gnijącą w tym okropnym miasteczku, które tak bardzo kochałam i do którego byłam strasznie przywiązana.
- Zapraszasz mnie?
- Tak. Powiedzmy, że przypadłeś mi do gustu. Nie chcę się jeszcze rozstawać. – Posłałam mu jeden z moich zadziornych, ale zarazem uroczych uśmiechów. Miałam jednak nadzieję, że nie odbierze źle tego ostatniego zdania. Naprawdę nie chciałam być sama w tym domu, nie chciałam się z nim rozstać, bo mimo krótkiej znajomości czułam się przy nim bezpieczna. Czy to było dziwne?
- To miło z twojej strony, ale chyba jednak nie powinienem. Nie chcę przeszkadzać.
- Nie będziesz. – Dodałam szybko zanim zdążył wypowiedzieć coś jeszcze. Przekręciłam jedną ręką klucz w drzwiach nie odwracając od niego wzroku.
- Chciałbym wejść, ale nie mogę. Mam jeszcze trochę do roboty. Spotkajmy się jutro, przed szkołą.
- Dobrze. – Uśmiechnęłam się, a chłopak na pożegnanie pocałował mnie w policzek. To było bardzo miłe z jego strony. Zazwyczaj wszyscy mówili tylko zwykłe część lub nara jak to w tych czasach, co mnie drażniło, a on musnął ustami mój policzek, a w dodatku tak czule, jak nikt inny. Przez moje ciało przeszedł ciepły i przyjemny dreszcz emocji. Mój uśmiech poszerzył się. Byłam naprawdę zadowolona, a on na jakiś czas zmył z mojej głowy myśli o Damonie. Weszłam do środka. Było cicho, pusto. Przez okno widziałam jeszcze odchodzącego Stefana i dopiero kiedy całkowicie zniknął mój uśmiech zmył się z moich ust. Weszłam bezszelestnie na górę i zobaczyłam Mię pod drzwiami sypialni rodziców.
- Mia? Co robisz? – Zapytałam dość głośno trochę zdezorientowana tą całą sytuacją.
- Cicho Catherine, cicho. – Po jej słowach zmarszczyłam czoło i podeszłam bliżej. Podsłuchiwała, ale słychać było tylko głos ojca, który był szeptem, a zazwyczaj był bardzo donośny. Zarówno ja jak i ona nie zdołałyśmy rozpoznać ani jednego wymówionego przez niego słowa.
- Jest tam z mamą?
- Nie wiem. Nie wchodźmy tam.
- Skończ z tymi cyrkami, Mia. – Energicznie pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi na szerokość. Ojciec był w samych spodniach bez koszuli i szczerze mówiąc to nie było czego podziwiać. Jego bęben zamiast brzucha, który stał się taki od steków, tłustego jedzenia i codziennego piwska po pracy. Ojciec nie był zbyt wysoki, ale też nie niski. Był za to przy kości i zero mięśni, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak by się zdawało. Na łóżku siedziała przykryta samym prześcieradłem kobieta, dużo młodsza. Może nawet w moim wieku? Nie… Po chwili, w której się jej przyjrzałam ujrzałam drobne zarysy, które wskazywały na to, że jest starsza. Czyli około 20 – 24 lata. Po cholerę ja w ogóle się na nich gapiłam jak głupia. Moja siostra była w szoku, a jej oczy były pełne żalu, załzawione. Moje zaś były zaognione, była w nich nienawiść i furia.
- Jak śmiesz! Jak możesz i to jeszcze w naszym domu, w sypialni, w łóżku, w którym sypiasz z mamą! Nie masz wyrzutów? Nie męczy Cię sumienie? – Wykrzyczałam chaotycznie i zaprowadziłam siostrę na dół. Nie mogłam pozwolić jej dużej tam zostać. Zaprowadziłam ją do swojego pokoju.
- Nie mów matce! Ona się załamie! Catherine!
- Zamknij się! Nie odzywaj się do mnie! Po tym co zrobiłeś nie masz prawa! Rozumiesz? Wynoś się, bo jeśli matka cię nie spakuje to ja to zrobię! – Krzyknęłam i zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam obok Mii na łóżku i chwyciłam ją za dłonie.
- Nic się nie stało. To nie twoja wina, nie nasza wina. To on taki jest.
- Teraz wszystko się rozpadnie, prawda?
- Musimy powiedzieć mamie. Musimy być solidarne. Pamiętasz? Nierozłączny klub kobiet, zawsze i wszędzie.
- Faceci są zwykłymi chamami, przyzwyczajam się, Cath.
- Wiem. Ja to już dawno zrobiłam. Uwierz tak jest lepiej.
- Ale ty masz Matta, więc czym się przejmować?
- To nie jest takie proste, Mia. Matt i ja… Nie jesteśmy idealną parą, choć to może tak wyglądać. Ostatnio oddaliliśmy się od siebie i.. no nie ważne. Opowiem ci kiedy indziej.
- Na pewno? Ostatnio jesteś taka… zamknięta w sobie.
- Obiecuję. Uspokój się teraz. Zrobię ci ciepłej herbaty, okej?
- Poczekam tu.
- Oddychaj. W każdej rodzinie są problemy. Teraz co druga rodzina się rozpada, wiesz?
- Wiem, trudno. Przeżyję. Musimy tylko wesprzeć mamę. Ona musi to przeżyć.
- To będzie trudne.
- Powiemy Danielowi?
- On ma na wszystko wyjebane. Mu wszystko wolno i nic sobie z tego nie robi. Sam dowie się w swoim czasie.
- Jasne. Tak będzie lepiej. – Powiedziała. Widziałam jak było jej trudno dlatego mocno ją do siebie przytuliłam i podałam jej moje słuchawki oraz mp4, żeby posłuchała sobie czegoś. Może miałam tam prawie sam rap, ale on chyba był najlepszy na odreagowanie.
- Nie becz mała. Posłuchaj, rozładuj nerwy. Nie próbuj być silna.
- Ty tak robisz.
- To nie jest takie dobre, uwierz. – Dodałam i wyszłam. Ojciec poszedł za mną, ale kiedy chciał się zbliżyć tylko go od siebie odepchnęłam. Zrobiłam herbatę i warknęłam jedynie: - Nie zbliżaj się. Twoje dni są policzone.
Wróciłam do pokoju. Minęło parę godzin. Pogadałam szczerze z Mią wyjaśniając jej różne sprawy. Opowiedziałam jej o wczorajszym wieczorze i o Stefano, który zaczynał mi się strasznie podobać. Zaczęłyśmy się śmiać zapominając o dzisiejszym wydarzeniu. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i podeszłam do nich. Spodziewałam się wszystkich i wszystkiego, ale nie tego. Policja.  Czyżby Daniel coś nabroił? A może chodziło o coś innego? 

~ ♣ 
No właśnie o co może chodzić? Macie pomysły? Podzielcie się. :D
Anysia kochana czyta moje opowiadanie i tylko ona chyba. : C Dziękuję Ci <3 

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 3. "Nauka i niespodziewany gość"



- Ty głupia? Nigdy. – Wyszeptał prosto do jej ucha. Tak to był Stefano, a na jej ustach od razu zagościł uśmiech. Poczuła się znakomicie. Cieszyła się, że jej nie olał. Jednak myliła się co do niego.
- Przepraszam. Myślałam, że…
- Że nie przyjdę, tak? Nie jestem taki.
- Wiem dlatego…
- Nie przepraszaj, Catherine. Za często to robisz.
- Faktycznie, prze… znaczy… no. – Zająknęła się niezręcznie i uśmiechnęła głupio. Naprawdę w tym momencie czuła się jak wyjęta prosto z jakiegoś cyrku. Nie potrafiła się normalnie zachować.
Po około pół godziny byli już pod domem przystojnego mężczyzny. Była to całkiem okazała posiadłość  czego brunetka zupełnie się nie spodziewała. Weszli do środka, a ona rozglądała się po pomieszczeniu.
- Napijesz się czegoś?
- Tak, herbaty. – Odparła, a zielonooki skierował się w stronę kuchni. Po chwili znikł w niej całkowicie. Catherine usiadła na kanapie i niezręcznie spojrzała w sufit. Kiedy w końcu jej towarzysz wrócił do salonu zaczęli się uczyć razem. Obecność Stefano trochę ją dekoncentrowała i nie mogła się skupić. Ciągle o nim myślała, czuła na sobie jego wzrok, a gdy próbowała na niego spojrzeć po prostu nie mogła, bo podświadomie wiedziała, że ich spojrzenia się skrzyżują, a wtedy zupełnie nie wiedziałaby co zrobić. Chłopak był naprawdę kochany. Próbował jej wszystko tłumaczyć, a z tego względu, że ona nie mogła zrozumieć wszystkiego za pierwszym razem to musiał mieć do niej anielską cierpliwość jak nikt inny. Ich naukę przerwało nagłe otwarcie drzwi.
{***}
Mia zdenerwowana próbowała dodzwonić się do ojca, ale on nie odbierał, co jej jeszcze bardziej zepsuło dzień. Czy coś się stało? Miała pewne obawy. Próbowała je jednak jak najszybciej od siebie oddalić. Zaczęła wracać do domu na piechotę. W pewnej chwili coś przykuło jej uwagę. Podeszła bliżej całującej się pary, choć nie była pewna czy powinna to robić.
- Daniel! – Krzyknęła zszokowana. Nie wiedziała w tej chwili co myśleć. Ten szybko się opamiętał i odszedł na moment od swojej towarzyszki.
- Czego chcesz, siostra?
- Nie byłeś w szkole, bo miałeś kaca, a teraz widzę Cię z… Panią Loockwood? Zwariowałeś? Ojciec jak się dowie to Cię zabije. Ona jest o przynajmniej 15 lat od Ciebie starsza!
- Odczep się! To nie twoja sprawa. Wracaj do domu. Czekają już na Ciebie z obiadem.
- Nie pójdę bez Ciebie! Idziesz ze mną. – Pociągnęła go za rękę, ale on ją od siebie odepchnął.
- Spadaj! – Wykrzyczał i odszedł od niej. Mia poczuła żal do brata. Nie rozumiała zupełnie jego zachowania. Wszystko zawsze było takie idealne, takie piękne, a teraz? Jej rodzina się sypała. Chciała mieć jak zawsze wszystko pod kontrolą, chciała, żeby było dobrze, ale tak nie było i w najbliższym czasie na to się nie zapowiadało. Musiała zachować pozory. Zacisnęła pięści w złości i przyspieszyła kroku chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu.
{***}
- Stefano!
Catherine usłyszała znajomy głos, ale nie była pewna kto mógł odwiedzić tego chłopaka do czasu, gdy nie zauważyła tej idealnej sylwetki, tego pewnego siebie kroku i wyrazu twarzy, a w szczególności spojrzenia.
- Candice, wejdź. Damon powinien przyjść niedługo. Możesz tu poczekać.
- Co tu robi ta pokraka?
- Nie jestem pokraką, kretynko! – W końcu się odezwała. Nie mogła znieść już tych jej obelg, a już w szczególności nie mogła dać sobą pomiatać w obecności chłopaka.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać? Zamilcz, bo inaczej… - W tej też chwili nie mogła dokończyć swojej wypowiedzi, bo przerwał jej Stefano, który wkroczył pomiędzy je obie zupełnie tak jakby miały zaraz sobie skoczyć do gardeł, a on miał być jakąś granicą, barierą obronną ich oby.
- Nie zaczynaj. Przestań, bo będę musiał Cię wyprosić, Candice.
- Doprawdy? Claudia zapewne nie będzie z tego powodu zadowolona.
- Słuchaj, w tej chwili nie obchodzi mnie zdanie Claudii. Catherine jest moim gościem i nie pozwolę Ci się tak do niej zwracać. Rozumiesz czy mam jeszcze raz przetłumaczyć?
Zapytał, ale ta tylko prychnęła i odwróciła się na pięcie. Chwyciła szklaneczkę whiskey jakby to była jej własność i wypiła całą jej zawartość. Usiadła w fotelu i uporczywie się w nich wpatrywała.
- Stefano… Ja chyba powinnam już pójść. Nie chcę siedzieć w jednym pomieszczeniu z nią.
- Poczekaj, odprowadzę Cię.
Catherine zawiesiła swoją torbę na ramieniu i spojrzała ostatni raz na blondynkę. Nie rozumiała teraz wielu rzeczy, ale miała zamiar się dowiedzieć, musiała. Już miała wychodzić kiedy w drzwiach stanął przystojny niebieskooki brunet. Od razu go poznała. To był ten mężczyzna z wczoraj. Co on tu właściwie robił? Dlaczego ją tak wczoraj potraktował? Nagle wszystko inne wyparowało prócz tych myśli o nieznajomym, które właśnie się pojawiły. Niegrzecznie zmierzył ją wzrokiem i ominął jakby nigdy w życiu jej nie widział na oczy, jakby była powietrzem. Zabolało ją to, choć sama nie wiedziała dlaczego. Poczuła się strasznie urażona. Stała w miejscu jak posąg nie mogąc się ruszyć, ale pomógł jej w tym Stefano popychając ją lekko do przodu.
- Wszystko okej?
- Tak, zamyśliłam się trochę. – Wymusiła uśmiech na swoich ustach i spojrzała na chłopaka. Kurczowo ścisnęła ramię od torby i zaczęła iść obok niego wpatrując się w dal. – A więc… Claudia to twoja dziewczyna?
- Dziewczyna? Nie, skądże znowu. To moja siostra tak samo jak Damon, ten chłopak, którego przed chwilą miałaś okazję zobaczyć. Nie jest zbyt rozmowny, a tym bardziej uprzejmy.
„Zdążyłam zauważyć” – Pomyślała, ale nie miała odwagi powiedzieć tego na głos. Przewróciła tylko teatralnie swoimi czekoladowymi tęczówkami i szła dalej. Nie chciała więcej wspominać tego niebieskookiego mężczyzny. Nie mogła powiedzieć, że był chłopakiem, bo był dość dojrzały. Z jednej strony chciała wiedzieć o nim jak najwięcej, ale z drugiej nie chciała nigdy więcej o nim słyszeć. To była jedna wielka głupia gra. Pomyłka, której teraz doświadczała. Dlaczego akurat ona musiała napotkać na swojej drodze takiego człowieka? To była istna zła kreatura. Nawet nie było wiadome to czy jest człowiekiem. Miała same najgorsze obrazy w głowie, ale głos Stefano szybko przywrócił ją do rzeczywistości.
- Przepraszam Cię za Candice. Nie sądziłem, że przyjdzie do nas dziś. Damon wrócił wczoraj z Ameryki, a ona wprost skacze z radości, choć tego nie okazuje.
- Tak, więc… Damon to jej chłopak?
- Nie do końca.
- To znaczy?
- Byli kiedyś razem, ale on jest typem samotnika, a raczej osoby, która spędza z drugą osobą tylko jedną noc, a potem znika.
- Typowy imprezowicz?
- Dokładnie. Strzał w dziesiątkę. Candice jednak uważa, że oni nadal są razem i… wiesz.
- Wiem.
Przytaknęła i tym razem uśmiechnęła się z własnej woli delikatnie, ale i uroczo.
{***}
- Mamo, tato! Wróciłam! – Wykrzyczała Mia na samym starcie, kiedy weszła do domu. Położyła torbę z książkami na komodzie, ale nie usłyszała żadnego odzewu ze strony rodziców, co ją trochę zaniepokoiło. Zdjęła buty i kurtkę po czym poszła do sypialni rodziców, z której niemalże wyskoczył ojciec.
- Odwołali nam niemiecki. Jest mama? – Zapytała rozluźniona, ale ojciec zaczął dziwnie się zachowywać.
- Mama? Nie, nie ma.
- Aha… okej. – Skinęła zgodnie głową i poszła schodami na dół. Nie zeszła jednak do końca. Coś jej nie pozwoliło. Odwróciła się z powrotem, a jej ojca już nie było. Musiał wejść z powrotem do pokoju. Mia weszła ponownie na górę schodami i złapała za klamkę do sypialni rodziców. 


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest rozdział 3. Mam nadzieję, że się podoba. ;3 
Myślicie, że Mia wejdzie do pokoju czy jednak odpuści i odejdzie? Będzie wolała żyć w niepewności czy jednak ulegnie ciekawości? 
Do następnego. Xoxo ;*  

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 2 "Głupia istota ludzka."




Stefano pociągnął Catherine do siebie i nie dał jej odejść. Dziewczyna nie mogła ukryć swojego zaskoczenia na twarzy, ale i złości. Sama nie wiedziała czemu wywołał w niej taką reakcję. Przyjrzała mu się i zobaczyła, że był naprawdę bardzo przystojnym chłopakiem i z pewnością starszym od niej.
- Powiedziałam przepraszam. Puścisz mnie w końcu? – Zapytała, ale on tylko wzmocnił uścisk i nic nie odpowiedział, co ją jeszcze bardziej zirytowało. W tej chwili była oburzona.
- Puszczę, ale zgodzisz się pójść ze mną do kina, co ty na to? Tak w rewanżu.
- Am… Chętnie, ale mam chłopaka. Muszę już iść do klasy.
- To nie musi być randka.
Kiedy to powiedział brunetce zrobiło się strasznie głupio. Jak ona mogła pomyśleć, że ten chłopak, boski chłopak chce się z nią umówić? Z pewnością miał już dziewczynę i to o wiele ładniejszą od niej. Po momencie jednak przypomniała sobie słowa chłopaka „nie musi”, ale może… jeśli tylko ona by chciała. Na samą tą myśl chciała się uśmiechnąć, ale powstrzymała się. Może po prostu powiedział to z grzeczności?
- Halo? Ziemia do… A tak, jak masz na imię?
- Przepraszam. Jestem Catherine. A ty?
- Stefano miło mi cię poznać, Catherine.
Tym razem się uśmiechnęła. Poczuła się naprawdę szczęśliwa, a jej humor od razu się polepszył. Mężczyzna puścił w końcu jej dłoń, a ona nawet tego nie zauważyła. Była zbyt zajęta patrzeniem w jego zielone tęczówki, które były po prostu piękne.
- To jak? Mogę liczyć na twoje towarzystwo?
- Okej. Tylko… Głupio mi z tobą iść do kina, więc zgodzę się tylko na wspólną naukę.
- Jak sobie życzysz. Dzisiaj po lekcjach?
- Dzisiaj po lekcjach. Mam ostatnią matematykę, więc poczekaj proszę przed szkołą po siódmej lekcji.
Uśmiechnęła się i poszła w stronę swojej sali od historii. Wiedziała, że już sporo się spóźniła, ale nie mogła zmarnować takiej okazji. To byłby grzech. Mimo wszystko pamiętała o Macie i nie chciała go zranić. Był jej bardzo bliski, nie mogła pozwolić sobie na coś więcej ze Stefano. Znała umiar i miała zamiar go zachować.
{***}
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam… - Wpadła do klasy Mia wraz z zeszytami, które wypadły jej z rąk. W tym momencie miała ochotę zapaść się pod ziemię. Ostatnio często zdarzało jej się spóźniać na lekcje czego nie lubiła, ale następowało to właśnie przez wybryki Jeremiego albo nie mogącą się dobudzić Catherine.
- Panienko, znowu się spóźniłaś. Zajmij miejsce i nie rób już zamieszania. – Powiedział nauczyciel od polskiego. Gilbertowa tylko skinęła posłusznie głową i zajęła swoje miejsce. Przez całą lekcję nie mogła się skupić. Myślała trochę o dziwnym zachowaniu siostry w nocy, ale wyczuwała już od dawna, że coś jest z nią nie tak, że ma jakiś problem. Najgorsze dla niej jednak było to, że o niczym jej nie powiedziała. Nie rozmawiały ostatnio tak często. Mia była zajęta nauką, a Catherine robiła się coraz to bardziej zamknięta na świat. Próbowała udawać normalność, w końcu miała poukładane życie, ale brakowało jej zamieszania, tego czegoś o czym zawsze marzyła.
Po zaledwie dwóch godzinach zaczęła się najgorsza z możliwych lekcji. W-f z chłopakami i to tymi ze starszej klasy.
- No to co dziewczyny? Najpierw po trzy kółka, a potem bierzemy się za koszykówkę. – Rozkazał trener, a wszystkie dziewczyny były posłuszne. Przebiegły ponad kilometr i były strasznie zdyszane. Lekcje w-fu były coraz to gorsze i bardziej męczące. Mia przez pewną chwilę rozmawiała z kumpelami, ale zaczęło brakować jej tchu, więc skończyła gadkę i dała z siebie wszystko, żeby jak najszybciej znaleźć się na mecie i odpocząć.
Zaczęła się gra. Gra, która jej się nie podobała. Dwa lata starsi chłopcy byli okropni. Chcieli im za wszelką cenę pokazać, że umieją grać lepiej od nich, co chyba było logiczne ze względu na wzrost, który był bardzo przydatny w tej grze.
Mia próbowała obronić kosz przed piłką i udało jej się to, ale podskakując walnęła ciemnowłosego chłopaka łokciem w podbródek. Bardzo się tym przejęła. Jak zawsze coś musiało jej się przytrafić. To było już nurtujące.
- Ojej, przepraszam.
- No i co zrobiłaś idiotko? Widać, że blondynka. Nie bierz się za grę skoro się do tego nie nadajesz!
Wykrzyczał i skierował się w stronę linii boiska, żeby z niego zejść. Dziewczynę zaszokowało jego zachowanie, ale nie obyło się bez odzywki. Zwykle nie była taka porywcza, ale teraz? Teraz musiała, coś w nią uderzyło.
- Herrera! Myślisz, że jesteś taki cwany? Nie każda blondynka jest głupia, ale widać idealnie na twoim przykładzie, że ludzie z wioski są prostakami. Z tego się nie wyleczycie.
- Masz coś do mnie, Gilbert? Chcesz coś jeszcze dodać? Ten twój śliczny ryjek nie załatwi sprawy.
- Ja przynajmniej mam coś ślicznego w porównaniu do ciebie, parszywa świnio. Nie zamierzam tracić na ciebie czasu, cześć.
Już miała iść kiedy nagle poczuła mocny ścisk na nadgarstku. To bolało, nawet bardzo.
- Puść mnie! – Warknęła, ale on chwycił dodatkowo jej drugi nadgarstek i potrząsnął nią.
- Nie będziesz się zachowywała jak królowa.
- Nie zachowuję się tak! Odwal się ode mnie. – Wysyczała prosto w stronę jego ust, choć była trochę niższa to stanęła na palcach. Popchnęła go i tym też wyślizgnęła się z jego uścisku. Ten dzień mogła już zaliczyć na straty. Chciała już być w domu, bardzo tego chciała. Jeszcze chyba nigdy nikt się tak do niej nie odniósł. Wbiegła szybko do szkoły i przebrała się w normalne ubranie. Nie chciała tego chłopaka widzieć na oczy.
{***}
Lekcje Catherine dobiegły końca, a ona odetchnęła z ulgą. Nie było dzisiaj Matta w szkole. Martwiła się o niego, ale co miała poradzić? Miała zamiar do niego później zajrzeć, ale najpierw chciała się pouczyć ze Stefano. Urzekł ją. Lubiła starszych chłopaków, a w dodatku takich przystojnych. Wyszła ze szkoły i rozejrzała się dookoła szukając go wzrokiem. Nikogo jednak nie ujrzała. Zmarszczyła czoło i zwątpiła w to wszystko.
- Jak ja mogłam być taka głupia? – Zapytała sama siebie, ale nagle poczuła czyjeś dłonie na swojej talii. Wystraszyła się i odruchowo odwróciła się.