Było ciemno i chłodno, a ja stałam na środku ulicy i
wpatrywałam się w dal. Sama nie wiem na co w tej chwili czekałam. Kurczowo
złapałam się za ramiona, żeby jakoś się ogrzać, ale to nic nie dało. Nagle
zobaczyłam światło i… znalazłam się na drodze. Uratował mnie przed jadącym
samochodem. Ten niebieskooki, średniego wzrostu brunet. Było w nim coś
magicznego. Byłam trochę rozdygotana, ale on uśmiechnął się i w tej też chwili
moje ciało zareagowało ciepłem. Poczułam się już bezpieczna. Nie musiałam się
przedstawiać, on też nie musiał. Przez moje myśli przechodziły miliony myśli,
słów, ale i odpowiedzi. Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać. Byłam jak zahipnotyzowana.
W końcu jednak czar prysł. Zdjął swoją dłoń z mojego ramienia i już się nie
uśmiechał.
- Nienormalna jesteś?! Stoisz na środku ulicy, żeby Cię ktoś
rozjechał?! Powodzenia, serio. Tym razem nikt Cię nie uratuje. – Krzyczał, a
jego głos mnie przeraził. Znów byłam w szoku, a moje tęczówki zaszkliły się od
nadmiaru łez. Nie wiedziałam dlaczego tak reaguje na nieznanego mi mężczyznę.
- Głupia idiotka! – Krzyknął na koniec i odszedł. Zrobiło mi
się smutno. Miałam ochotę zaszyć się w pokoju i nigdy nie wyjść. Nie umiałam w
tej chwili nawet mu odpyskować. Obróciłam się, żeby nie patrzeć na niego, ale
jednak coś mnie ruszyło i natychmiast znów powróciłam do swojej wcześniejszej
pozycji. Znikł. Po brunecie nie było już ani jednego śladu. Miałam dość musiałam
się odstresować. Wróciłam do domu, a chłodne powietrze w drodze pozwoliło mi
otrzeźwić umysł. Zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak tylko potrafiłam.
Zapaliłam światło w holu i rozejrzałam się. Wszyscy musieli już spać. Nikogo
nie było. Weszłam do salonu i pierwsze co to otworzyłam barek rodziców. Wyjęłam
z niego szklaneczkę i whiskey. Nalałam do niej bursztynowego trunku.
- Catherine? – Już miałam się napić, ale usłyszałam ten
głos. Zadziorny z delikatną chrypką. Była to moja siostra Mia. Spojrzałam na
nią i sama nie wiedziałam co powiedzieć. Chciałam teraz tylko spokoju.
- Co ty robisz?
- Proszę cię Mia, przestań.
- Ale co się stało?
- Długa historia. Nie chcę o tym rozmawiać, a przynajmniej
nie teraz. – Powiedziałam cicho i szorstko. Nie chciałam nic mówić, chciałam
już o tym zapomnieć. Strasznie mnie to wszystko zabolało, a najgorsze było to,
że wywołał to mężczyzna, którego nawet nie znałam. Cham i prostak, tyle w
temacie. Nie mogłam jednak o nim nie myśleć, nie potrafiłam przestać. Siostra
wiedziała, że coś jest nie tak i od razu do mnie podeszła. Przytuliła mnie i
korzystając z chwili mojej nieuwagi chwyciła moją whiskey i napiła się.
- To tak na dobry sen. – Oznajmiła i puściła mi oczko z
radosnym uśmiechem. Oddała mi szklankę, więc dopiłam trunek i zamknęłam barek.
Pozwoliłam się jej napić, kochałam ją, była wspaniałą siostrą i tylko o rok
młodszą ode mnie. Nie znałam jeszcze tak zgodnych sióstr, więc miałam powód do
szczęścia. Była moją rodziną i najlepszą przyjaciółką.
- Będzie dobrze. Nie przejmuj się. – Rzuciła na dobranoc i
weszła po schodach na górę. Zniknęła.
Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w krótkie szorty i
białą bokserkę. Założyłam na to jeszcze szarą bluzę i ciepłe kapcie. Wyszłam na
balkon i zapaliłam papierosa jak zawsze przed snem. Chwilami patrzyłam na drzwi
czy czasem ktoś nie idzie, bo już nie raz musiałam się schylać albo gasić
papierosa przez rodziców w salonie nie mogących spać. Przez to też słyszałam
ich wiele rozmów i siedziałam godzinami na zimnie, ale takie sytuacje zdarzały
się coraz rzadziej, a ja byłam bardzo czujna.
Po kilkunastu minutach wyszłam z balkonu i położyłam się
spać. Przytuliłam się do swojego miśka i szczelnie okryłam kołdrą. Zasnęłam.
- Catherine! Wstawaj! Wstawaj szybko!
- Za pół godziny zaczynamy lekcję, zaśpisz!
- Cholera! – Krzyknęłam i od razu wstałam z łóżka. Szybko
się ogarnęłam i już miałam wyjść, gdy zatrzymała mnie mama.
- Kochanie zjedz coś. Mia już zjadła płatki, a ty?
- Mamo daj spokój, nie zdążę, a już jestem spóźniona. –
Jęknęłam marudnie tylko i sięgnęłam po szklankę z sokiem pomarańczowym. Szybko
wszystko wypiłam i wyszłam oblizując się. Wsiadłam od razu wraz z Mią do
samochodu i zdziwiło mnie, że ojciec odjechał z nami bez Daniela.
- Czemu Daniel nie jedzie z nami?
- Ma kaca po imprezie, nie musi dzisiaj iść skoro źle się
czuje.
- Co?! Ja musiałam się budzić z rana z nieprzespanej nocy, a
ten nie pójdzie, bo ma kaca? Tato! – Krzyknęłam, ale on nic mi nie powiedział.
Nie odezwał się już do mnie tylko mnie olał. Mia natomiast poklepała mnie po
ramieniu i kazał mi się uspokoić. Westchnęłam tylko bezradnie nie mogąc już nic
zrobić. Pogodziłam się z porażką, ale byłam zła. Dojechałyśmy na miejsce po 10
minutach i byłyśmy już spóźnione od pięciu minut. Szybko pobiegłam do klasy,
ale wpadłam na jakiegoś chłopaka ze starszej klasy. Wystraszyłam się trochę.
- Przepraszam. – Wyszeptałam tylko i już miałam biec dalej,
gdy ten złapał mnie za rękę, co mnie zdziwiło.

Fajnie, że piszesz =) Coś czuję, że ta historia bd nam bliska >.< Czekam na kolejne rozdziały ; *
OdpowiedzUsuń