środa, 19 marca 2014

Rozdział 1. "Dziwny nieznajomy"




Było ciemno i chłodno, a ja stałam na środku ulicy i wpatrywałam się w dal. Sama nie wiem na co w tej chwili czekałam. Kurczowo złapałam się za ramiona, żeby jakoś się ogrzać, ale to nic nie dało. Nagle zobaczyłam światło i… znalazłam się na drodze. Uratował mnie przed jadącym samochodem. Ten niebieskooki, średniego wzrostu brunet. Było w nim coś magicznego. Byłam trochę rozdygotana, ale on uśmiechnął się i w tej też chwili moje ciało zareagowało ciepłem. Poczułam się już bezpieczna. Nie musiałam się przedstawiać, on też nie musiał. Przez moje myśli przechodziły miliony myśli, słów, ale i odpowiedzi. Nie musieliśmy ze sobą rozmawiać. Byłam jak zahipnotyzowana. W końcu jednak czar prysł. Zdjął swoją dłoń z mojego ramienia i już się nie uśmiechał.
- Nienormalna jesteś?! Stoisz na środku ulicy, żeby Cię ktoś rozjechał?! Powodzenia, serio. Tym razem nikt Cię nie uratuje. – Krzyczał, a jego głos mnie przeraził. Znów byłam w szoku, a moje tęczówki zaszkliły się od nadmiaru łez. Nie wiedziałam dlaczego tak reaguje na nieznanego mi mężczyznę.
- Głupia idiotka! – Krzyknął na koniec i odszedł. Zrobiło mi się smutno. Miałam ochotę zaszyć się w pokoju i nigdy nie wyjść. Nie umiałam w tej chwili nawet mu odpyskować. Obróciłam się, żeby nie patrzeć na niego, ale jednak coś mnie ruszyło i natychmiast znów powróciłam do swojej wcześniejszej pozycji. Znikł. Po brunecie nie było już ani jednego śladu. Miałam dość musiałam się odstresować. Wróciłam do domu, a chłodne powietrze w drodze pozwoliło mi otrzeźwić umysł. Zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak tylko potrafiłam. Zapaliłam światło w holu i rozejrzałam się. Wszyscy musieli już spać. Nikogo nie było. Weszłam do salonu i pierwsze co to otworzyłam barek rodziców. Wyjęłam z niego szklaneczkę i whiskey. Nalałam do niej bursztynowego trunku.
- Catherine? – Już miałam się napić, ale usłyszałam ten głos. Zadziorny z delikatną chrypką. Była to moja siostra Mia. Spojrzałam na nią i sama nie wiedziałam co powiedzieć. Chciałam teraz tylko spokoju.
- Co ty robisz?
- Proszę cię Mia, przestań.
- Ale co się stało?
- Długa historia. Nie chcę o tym rozmawiać, a przynajmniej nie teraz. – Powiedziałam cicho i szorstko. Nie chciałam nic mówić, chciałam już o tym zapomnieć. Strasznie mnie to wszystko zabolało, a najgorsze było to, że wywołał to mężczyzna, którego nawet nie znałam. Cham i prostak, tyle w temacie. Nie mogłam jednak o nim nie myśleć, nie potrafiłam przestać. Siostra wiedziała, że coś jest nie tak i od razu do mnie podeszła. Przytuliła mnie i korzystając z chwili mojej nieuwagi chwyciła moją whiskey i napiła się.
- To tak na dobry sen. – Oznajmiła i puściła mi oczko z radosnym uśmiechem. Oddała mi szklankę, więc dopiłam trunek i zamknęłam barek. Pozwoliłam się jej napić, kochałam ją, była wspaniałą siostrą i tylko o rok młodszą ode mnie. Nie znałam jeszcze tak zgodnych sióstr, więc miałam powód do szczęścia. Była moją rodziną i najlepszą przyjaciółką.
- Będzie dobrze. Nie przejmuj się. – Rzuciła na dobranoc i weszła po schodach na górę. Zniknęła.
Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w krótkie szorty i białą bokserkę. Założyłam na to jeszcze szarą bluzę i ciepłe kapcie. Wyszłam na balkon i zapaliłam papierosa jak zawsze przed snem. Chwilami patrzyłam na drzwi czy czasem ktoś nie idzie, bo już nie raz musiałam się schylać albo gasić papierosa przez rodziców w salonie nie mogących spać. Przez to też słyszałam ich wiele rozmów i siedziałam godzinami na zimnie, ale takie sytuacje zdarzały się coraz rzadziej, a ja byłam bardzo czujna.
Po kilkunastu minutach wyszłam z balkonu i położyłam się spać. Przytuliłam się do swojego miśka i szczelnie okryłam kołdrą. Zasnęłam.
- Catherine! Wstawaj! Wstawaj szybko!
- Za pół godziny zaczynamy lekcję, zaśpisz!
- Cholera! – Krzyknęłam i od razu wstałam z łóżka. Szybko się ogarnęłam i już miałam wyjść, gdy zatrzymała mnie mama.
- Kochanie zjedz coś. Mia już zjadła płatki, a ty?
- Mamo daj spokój, nie zdążę, a już jestem spóźniona. – Jęknęłam marudnie tylko i sięgnęłam po szklankę z sokiem pomarańczowym. Szybko wszystko wypiłam i wyszłam oblizując się. Wsiadłam od razu wraz z Mią do samochodu i zdziwiło mnie, że ojciec odjechał z nami bez Daniela.
- Czemu Daniel nie jedzie z nami?
- Ma kaca po imprezie, nie musi dzisiaj iść skoro źle się czuje.
- Co?! Ja musiałam się budzić z rana z nieprzespanej nocy, a ten nie pójdzie, bo ma kaca? Tato! – Krzyknęłam, ale on nic mi nie powiedział. Nie odezwał się już do mnie tylko mnie olał. Mia natomiast poklepała mnie po ramieniu i kazał mi się uspokoić. Westchnęłam tylko bezradnie nie mogąc już nic zrobić. Pogodziłam się z porażką, ale byłam zła. Dojechałyśmy na miejsce po 10 minutach i byłyśmy już spóźnione od pięciu minut. Szybko pobiegłam do klasy, ale wpadłam na jakiegoś chłopaka ze starszej klasy. Wystraszyłam się trochę.
- Przepraszam. – Wyszeptałam tylko i już miałam biec dalej, gdy ten złapał mnie za rękę, co mnie zdziwiło.

1 komentarz:

  1. Fajnie, że piszesz =) Coś czuję, że ta historia bd nam bliska >.< Czekam na kolejne rozdziały ; *

    OdpowiedzUsuń