Dalszą drogę szliśmy wraz ze
Stefano w ciszy. Nikt nie był w stanie jej przełamać, ale tak naprawdę nie było
to potrzebne. Nie musieliśmy się odzywać. Nie chciałam tego. Czułam się dziwnie
i nie byłam pewna czy to przez Candice, towarzystwo przystojnego bruneta, który
się mną zainteresował czy przez tego okropnego Damona, który był tak cholernie
pociągający, interesujący, tajemniczy… seksowny. Co? Nie. Catherine czy ty
właśnie pomyślałaś o tym stukniętym i chamskim typie jako o seksownym gościu?
Wypluj to, wypluj! Rozumiesz? Nie wolno Ci. On jest odrażający, a nie
pociągający czy seksowny. Och, jak ja mogłam tak pomyśleć, to jest jedna wielka
pomyłka. W końcu doszliśmy przed dom, a ja nie mogłam tak po prostu do niego
wejść. Na co ja czekałam? No na co? Powinnam zniknąć w środku, pożegnać się i
wejść, ale nie. Ja musiałam sobie coś uroić w tej swojej małej główce i
wpatrywać się prosto w zielonookiego Salvatore.
- Wejdziesz? – Zapytałam w końcu.
Chyba nie chciałam być sama. Wczorajszy wieczór doskonale pozwolił mi dać do
myślenia, a w moim stanie towarzystwo jest bardzo potrzebne. Tego byłam pewna.
Cel? Nie popaść w depresje, nie dostać szału. Nie mogą mnie, przecież zamknąć w
psychiatryku. Co to, to nie. Nie dam się. Jestem normalną dziewczyną gnijącą w
tym okropnym miasteczku, które tak bardzo kochałam i do którego byłam strasznie
przywiązana.
- Zapraszasz mnie?
- Tak. Powiedzmy, że przypadłeś
mi do gustu. Nie chcę się jeszcze rozstawać. – Posłałam mu jeden z moich
zadziornych, ale zarazem uroczych uśmiechów. Miałam jednak nadzieję, że nie
odbierze źle tego ostatniego zdania. Naprawdę nie chciałam być sama w tym domu,
nie chciałam się z nim rozstać, bo mimo krótkiej znajomości czułam się przy nim
bezpieczna. Czy to było dziwne?
- To miło z twojej strony, ale
chyba jednak nie powinienem. Nie chcę przeszkadzać.
- Nie będziesz. – Dodałam szybko
zanim zdążył wypowiedzieć coś jeszcze. Przekręciłam jedną ręką klucz w drzwiach
nie odwracając od niego wzroku.
- Chciałbym wejść, ale nie mogę. Mam
jeszcze trochę do roboty. Spotkajmy się jutro, przed szkołą.
- Dobrze. – Uśmiechnęłam się, a
chłopak na pożegnanie pocałował mnie w policzek. To było bardzo miłe z jego
strony. Zazwyczaj wszyscy mówili tylko zwykłe część lub nara jak to w tych
czasach, co mnie drażniło, a on musnął ustami mój policzek, a w dodatku tak
czule, jak nikt inny. Przez moje ciało przeszedł ciepły i przyjemny dreszcz
emocji. Mój uśmiech poszerzył się. Byłam naprawdę zadowolona, a on na jakiś
czas zmył z mojej głowy myśli o Damonie. Weszłam do środka. Było cicho, pusto.
Przez okno widziałam jeszcze odchodzącego Stefana i dopiero kiedy całkowicie
zniknął mój uśmiech zmył się z moich ust. Weszłam bezszelestnie na górę i
zobaczyłam Mię pod drzwiami sypialni rodziców.
- Mia? Co robisz? – Zapytałam dość
głośno trochę zdezorientowana tą całą sytuacją.
- Cicho Catherine, cicho. – Po jej
słowach zmarszczyłam czoło i podeszłam bliżej. Podsłuchiwała, ale słychać było
tylko głos ojca, który był szeptem, a zazwyczaj był bardzo donośny. Zarówno ja
jak i ona nie zdołałyśmy rozpoznać ani jednego wymówionego przez niego słowa.
- Jest tam z mamą?
- Nie wiem. Nie wchodźmy tam.
- Skończ z tymi cyrkami, Mia. –
Energicznie pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi na szerokość. Ojciec był w
samych spodniach bez koszuli i szczerze mówiąc to nie było czego podziwiać.
Jego bęben zamiast brzucha, który stał się taki od steków, tłustego jedzenia i
codziennego piwska po pracy. Ojciec nie był zbyt wysoki, ale też nie niski. Był
za to przy kości i zero mięśni, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak by się
zdawało. Na łóżku siedziała przykryta samym prześcieradłem kobieta, dużo
młodsza. Może nawet w moim wieku? Nie… Po chwili, w której się jej przyjrzałam
ujrzałam drobne zarysy, które wskazywały na to, że jest starsza. Czyli około 20
– 24 lata. Po cholerę ja w ogóle się na nich gapiłam jak głupia. Moja siostra
była w szoku, a jej oczy były pełne żalu, załzawione. Moje zaś były zaognione,
była w nich nienawiść i furia.
- Jak śmiesz! Jak możesz i to
jeszcze w naszym domu, w sypialni, w łóżku, w którym sypiasz z mamą! Nie masz
wyrzutów? Nie męczy Cię sumienie? – Wykrzyczałam chaotycznie i zaprowadziłam
siostrę na dół. Nie mogłam pozwolić jej dużej tam zostać. Zaprowadziłam ją do
swojego pokoju.
- Nie mów matce! Ona się załamie!
Catherine!
- Zamknij się! Nie odzywaj się do
mnie! Po tym co zrobiłeś nie masz prawa! Rozumiesz? Wynoś się, bo jeśli matka
cię nie spakuje to ja to zrobię! – Krzyknęłam i zamknęłam drzwi na klucz.
Usiadłam obok Mii na łóżku i chwyciłam ją za dłonie.
- Nic się nie stało. To nie twoja
wina, nie nasza wina. To on taki jest.
- Teraz wszystko się rozpadnie,
prawda?
- Musimy powiedzieć mamie. Musimy
być solidarne. Pamiętasz? Nierozłączny klub kobiet, zawsze i wszędzie.
- Faceci są zwykłymi chamami,
przyzwyczajam się, Cath.
- Wiem. Ja to już dawno zrobiłam.
Uwierz tak jest lepiej.
- Ale ty masz Matta, więc czym
się przejmować?
- To nie jest takie proste, Mia.
Matt i ja… Nie jesteśmy idealną parą, choć to może tak wyglądać. Ostatnio
oddaliliśmy się od siebie i.. no nie ważne. Opowiem ci kiedy indziej.
- Na pewno? Ostatnio jesteś taka…
zamknięta w sobie.
- Obiecuję. Uspokój się teraz.
Zrobię ci ciepłej herbaty, okej?
- Poczekam tu.
- Oddychaj. W każdej rodzinie są
problemy. Teraz co druga rodzina się rozpada, wiesz?
- Wiem, trudno. Przeżyję. Musimy
tylko wesprzeć mamę. Ona musi to przeżyć.
- To będzie trudne.
- Powiemy Danielowi?
- On ma na wszystko wyjebane. Mu
wszystko wolno i nic sobie z tego nie robi. Sam dowie się w swoim czasie.
- Jasne. Tak będzie lepiej. –
Powiedziała. Widziałam jak było jej trudno dlatego mocno ją do siebie
przytuliłam i podałam jej moje słuchawki oraz mp4, żeby posłuchała sobie
czegoś. Może miałam tam prawie sam rap, ale on chyba był najlepszy na
odreagowanie.
- Nie becz mała. Posłuchaj,
rozładuj nerwy. Nie próbuj być silna.
- Ty tak robisz.
- To nie jest takie dobre,
uwierz. – Dodałam i wyszłam. Ojciec poszedł za mną, ale kiedy chciał się zbliżyć
tylko go od siebie odepchnęłam. Zrobiłam herbatę i warknęłam jedynie: - Nie
zbliżaj się. Twoje dni są policzone.
Wróciłam do pokoju. Minęło parę
godzin. Pogadałam szczerze z Mią wyjaśniając jej różne sprawy. Opowiedziałam
jej o wczorajszym wieczorze i o Stefano, który zaczynał mi się strasznie
podobać. Zaczęłyśmy się śmiać zapominając o dzisiejszym wydarzeniu. Nagle
usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i podeszłam do nich. Spodziewałam się
wszystkich i wszystkiego, ale nie tego. Policja. Czyżby Daniel coś nabroił? A może chodziło o
coś innego?
~ ♣
No właśnie o co może chodzić? Macie pomysły? Podzielcie się. :D
Anysia kochana czyta moje opowiadanie i tylko ona chyba. : C Dziękuję Ci <3

Świetny *.* Porażka z tym ojcem ; o . Wiesz, mam dużo pomysłów co do tej policji. Przyszło mi na myśl że na domiar złego , szlak mamę trafił O.o Dobra twórczość zostawiam tobie xD , <3
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa o co chodzi z tą policją
OdpowiedzUsuń