piątek, 28 marca 2014

Rozdział 4 "Ojciec."



Dalszą drogę szliśmy wraz ze Stefano w ciszy. Nikt nie był w stanie jej przełamać, ale tak naprawdę nie było to potrzebne. Nie musieliśmy się odzywać. Nie chciałam tego. Czułam się dziwnie i nie byłam pewna czy to przez Candice, towarzystwo przystojnego bruneta, który się mną zainteresował czy przez tego okropnego Damona, który był tak cholernie pociągający, interesujący, tajemniczy… seksowny. Co? Nie. Catherine czy ty właśnie pomyślałaś o tym stukniętym i chamskim typie jako o seksownym gościu? Wypluj to, wypluj! Rozumiesz? Nie wolno Ci. On jest odrażający, a nie pociągający czy seksowny. Och, jak ja mogłam tak pomyśleć, to jest jedna wielka pomyłka. W końcu doszliśmy przed dom, a ja nie mogłam tak po prostu do niego wejść. Na co ja czekałam? No na co? Powinnam zniknąć w środku, pożegnać się i wejść, ale nie. Ja musiałam sobie coś uroić w tej swojej małej główce i wpatrywać się prosto w zielonookiego Salvatore.
- Wejdziesz? – Zapytałam w końcu. Chyba nie chciałam być sama. Wczorajszy wieczór doskonale pozwolił mi dać do myślenia, a w moim stanie towarzystwo jest bardzo potrzebne. Tego byłam pewna. Cel? Nie popaść w depresje, nie dostać szału. Nie mogą mnie, przecież zamknąć w psychiatryku. Co to, to nie. Nie dam się. Jestem normalną dziewczyną gnijącą w tym okropnym miasteczku, które tak bardzo kochałam i do którego byłam strasznie przywiązana.
- Zapraszasz mnie?
- Tak. Powiedzmy, że przypadłeś mi do gustu. Nie chcę się jeszcze rozstawać. – Posłałam mu jeden z moich zadziornych, ale zarazem uroczych uśmiechów. Miałam jednak nadzieję, że nie odbierze źle tego ostatniego zdania. Naprawdę nie chciałam być sama w tym domu, nie chciałam się z nim rozstać, bo mimo krótkiej znajomości czułam się przy nim bezpieczna. Czy to było dziwne?
- To miło z twojej strony, ale chyba jednak nie powinienem. Nie chcę przeszkadzać.
- Nie będziesz. – Dodałam szybko zanim zdążył wypowiedzieć coś jeszcze. Przekręciłam jedną ręką klucz w drzwiach nie odwracając od niego wzroku.
- Chciałbym wejść, ale nie mogę. Mam jeszcze trochę do roboty. Spotkajmy się jutro, przed szkołą.
- Dobrze. – Uśmiechnęłam się, a chłopak na pożegnanie pocałował mnie w policzek. To było bardzo miłe z jego strony. Zazwyczaj wszyscy mówili tylko zwykłe część lub nara jak to w tych czasach, co mnie drażniło, a on musnął ustami mój policzek, a w dodatku tak czule, jak nikt inny. Przez moje ciało przeszedł ciepły i przyjemny dreszcz emocji. Mój uśmiech poszerzył się. Byłam naprawdę zadowolona, a on na jakiś czas zmył z mojej głowy myśli o Damonie. Weszłam do środka. Było cicho, pusto. Przez okno widziałam jeszcze odchodzącego Stefana i dopiero kiedy całkowicie zniknął mój uśmiech zmył się z moich ust. Weszłam bezszelestnie na górę i zobaczyłam Mię pod drzwiami sypialni rodziców.
- Mia? Co robisz? – Zapytałam dość głośno trochę zdezorientowana tą całą sytuacją.
- Cicho Catherine, cicho. – Po jej słowach zmarszczyłam czoło i podeszłam bliżej. Podsłuchiwała, ale słychać było tylko głos ojca, który był szeptem, a zazwyczaj był bardzo donośny. Zarówno ja jak i ona nie zdołałyśmy rozpoznać ani jednego wymówionego przez niego słowa.
- Jest tam z mamą?
- Nie wiem. Nie wchodźmy tam.
- Skończ z tymi cyrkami, Mia. – Energicznie pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi na szerokość. Ojciec był w samych spodniach bez koszuli i szczerze mówiąc to nie było czego podziwiać. Jego bęben zamiast brzucha, który stał się taki od steków, tłustego jedzenia i codziennego piwska po pracy. Ojciec nie był zbyt wysoki, ale też nie niski. Był za to przy kości i zero mięśni, a przynajmniej na pierwszy rzut oka tak by się zdawało. Na łóżku siedziała przykryta samym prześcieradłem kobieta, dużo młodsza. Może nawet w moim wieku? Nie… Po chwili, w której się jej przyjrzałam ujrzałam drobne zarysy, które wskazywały na to, że jest starsza. Czyli około 20 – 24 lata. Po cholerę ja w ogóle się na nich gapiłam jak głupia. Moja siostra była w szoku, a jej oczy były pełne żalu, załzawione. Moje zaś były zaognione, była w nich nienawiść i furia.
- Jak śmiesz! Jak możesz i to jeszcze w naszym domu, w sypialni, w łóżku, w którym sypiasz z mamą! Nie masz wyrzutów? Nie męczy Cię sumienie? – Wykrzyczałam chaotycznie i zaprowadziłam siostrę na dół. Nie mogłam pozwolić jej dużej tam zostać. Zaprowadziłam ją do swojego pokoju.
- Nie mów matce! Ona się załamie! Catherine!
- Zamknij się! Nie odzywaj się do mnie! Po tym co zrobiłeś nie masz prawa! Rozumiesz? Wynoś się, bo jeśli matka cię nie spakuje to ja to zrobię! – Krzyknęłam i zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam obok Mii na łóżku i chwyciłam ją za dłonie.
- Nic się nie stało. To nie twoja wina, nie nasza wina. To on taki jest.
- Teraz wszystko się rozpadnie, prawda?
- Musimy powiedzieć mamie. Musimy być solidarne. Pamiętasz? Nierozłączny klub kobiet, zawsze i wszędzie.
- Faceci są zwykłymi chamami, przyzwyczajam się, Cath.
- Wiem. Ja to już dawno zrobiłam. Uwierz tak jest lepiej.
- Ale ty masz Matta, więc czym się przejmować?
- To nie jest takie proste, Mia. Matt i ja… Nie jesteśmy idealną parą, choć to może tak wyglądać. Ostatnio oddaliliśmy się od siebie i.. no nie ważne. Opowiem ci kiedy indziej.
- Na pewno? Ostatnio jesteś taka… zamknięta w sobie.
- Obiecuję. Uspokój się teraz. Zrobię ci ciepłej herbaty, okej?
- Poczekam tu.
- Oddychaj. W każdej rodzinie są problemy. Teraz co druga rodzina się rozpada, wiesz?
- Wiem, trudno. Przeżyję. Musimy tylko wesprzeć mamę. Ona musi to przeżyć.
- To będzie trudne.
- Powiemy Danielowi?
- On ma na wszystko wyjebane. Mu wszystko wolno i nic sobie z tego nie robi. Sam dowie się w swoim czasie.
- Jasne. Tak będzie lepiej. – Powiedziała. Widziałam jak było jej trudno dlatego mocno ją do siebie przytuliłam i podałam jej moje słuchawki oraz mp4, żeby posłuchała sobie czegoś. Może miałam tam prawie sam rap, ale on chyba był najlepszy na odreagowanie.
- Nie becz mała. Posłuchaj, rozładuj nerwy. Nie próbuj być silna.
- Ty tak robisz.
- To nie jest takie dobre, uwierz. – Dodałam i wyszłam. Ojciec poszedł za mną, ale kiedy chciał się zbliżyć tylko go od siebie odepchnęłam. Zrobiłam herbatę i warknęłam jedynie: - Nie zbliżaj się. Twoje dni są policzone.
Wróciłam do pokoju. Minęło parę godzin. Pogadałam szczerze z Mią wyjaśniając jej różne sprawy. Opowiedziałam jej o wczorajszym wieczorze i o Stefano, który zaczynał mi się strasznie podobać. Zaczęłyśmy się śmiać zapominając o dzisiejszym wydarzeniu. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i podeszłam do nich. Spodziewałam się wszystkich i wszystkiego, ale nie tego. Policja.  Czyżby Daniel coś nabroił? A może chodziło o coś innego? 

~ ♣ 
No właśnie o co może chodzić? Macie pomysły? Podzielcie się. :D
Anysia kochana czyta moje opowiadanie i tylko ona chyba. : C Dziękuję Ci <3 

2 komentarze:

  1. Świetny *.* Porażka z tym ojcem ; o . Wiesz, mam dużo pomysłów co do tej policji. Przyszło mi na myśl że na domiar złego , szlak mamę trafił O.o Dobra twórczość zostawiam tobie xD , <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa o co chodzi z tą policją

    OdpowiedzUsuń