piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 6 "Pocieszyciel"



Catherine otworzyła drzwi zmęczona i trochę śpiąca. Jak na dziś dzień i tak za dużo się wydarzyło, a przynajmniej jak na nią. Najpierw poznanie Stefano, potem ta głupia Candice i Damon, zdrada ojca, a na koniec samobójstwo matki. Była już wykończona i jedyne na co teraz miała ochotę to sen, słodki sen z pięknymi snami. Czy to było tak dużo? Otworzyła drzwi, a za nimi stał nie kto inny jak młody Salvatore. Uśmiech namalował się na jej twarzy prawie od razu. Z jego ust jednak zszedł. Od razu zauważył, że coś jest nie tak, że coś się stało.
- Cześć. Wejdziesz? – Zapytała uchylając nieco szerzej drzwi. Chłopak tylko pokiwał zgodnie głową i wszedł do środka. Gilbert zaprowadziła go do swojego pokoju, a tam usiedli na łóżku. Z początku gapiła się w podłogę, a jej poprzedni stan krytyczny powrócił.
- Ej, spójrz na mnie. – Powiedział łagodnie chwytając delikatnie, jak jeszcze nikt inny jej podbródek. Uniósł go tak, żeby spojrzała prosto na niego. Tak też się stało. Jej oczy wpatrywały się centralnie w jego tęczówki. Nawet nie mrugnęła. – Co się stało?
- Nic, Stefan. Nic. – Wyszeptała i spuściła wzrok. Jej oczy diametralnie się zaszkliły od nadmiaru łez. On jednak nie uwierzył, nie był na tyle głupi, żeby nie rozpoznać takiego prostego kłamstwa, które było często spotykane.
- Jeśli nie chcesz to nie mów. Nie musisz. – Dodał cicho i przytulił ją do siebie, a ona poczuła się w jego ramionach tak bezpiecznie, tak dobrze. Chciała mu wszystko wyznać, ale brakowało jej słów, nie wiedziała od czego zacząć i jak to oznajmić.
- Ja… Cóż… Dużo się dziś wydarzyło. Kiedy wróciłam do domu zobaczyłam ojca w łóżku z jakąś laską, a godzinę później dowiedziałam się, że moja matka skoczyła z mostu…
- Dzisiaj?
- Tak. – Nie miała sił nawet myśleć nad jego pytaniem, chociaż to zdawałoby się dziwne dla kogoś o zdrowym rozsądku i trzeźwym umyśle.
- Przepraszam za to pytanie. Ja nie wiem co powiedzieć… Catherine…
- Nic nie mów. Chcę pobyć w ciszy, proszę. – Szepnęła, a on nawet nie musiał odpowiadać. Ona dobrze wiedziała, że się zgadza, że ją rozumie.

- Catherine! Catherine! – Nagle zabrzmiał głos Mii z holu. Bez pukania weszła do pokoju Catherine, ale to co tam ujrzała i kogo kompletnie ją zdumiało. W sumie jej siostra nie robiła nic złego, mógł to być jej przyjaciel, ale dlaczego jej o tym nie powiedziała? Dlaczego wcześniej go nie widziała? Może nie było po prostu czasu. – Um.. Przepraszam. Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę się przejść.
- A tak… Mia. To mój nowy znajomy Stefano, a to jest moja siostra Mia. – Odsunęła się trochę od Salvatore, żeby nie wyglądało to podejrzanie, teraz poczuła się naprawdę głupio i niezręcznie.
- Miło mi cię poznać. – Wstał i wyciągnął rękę w stronę blondynki, która od razu przyjaźnie się uśmiechnęła i ją uścisnęła.
- Mi również. Jesteś jej teraz potrzebny. Zaopiekuj się nią tylko wiesz… w miarę…
- Tak wiem. Uwierz nie mam złych intencji.
- Jesteśmy tylko znajomymi, Mia. – Wybełkotała trochę nerwowo Catherine.
- Okej, okej, przecież nic nie mówię. Róbcie co chcecie, to nie moja sprawa. Przyjdę za około godzinę, może dwie. – Puściła im oczko i wyszła.
- Rodzeństwo… Dobrze to znam. – Uśmiechnął się ciepło Stefano. Po tym uśmiechu chyba wszystkim dziewczynom zmiękłyby kolana. Brunetka czuła się naprawdę wyjątkowo i choć dalej była smutna oraz przygnębiona to przy nim wszystko było takie lepsze, łatwiejsze, inne.
- Wiem. Damon to tak właściwie twój brat, tak? – Zapytała. Wcześniej nie odważyła się zadać tego pytania. Bała się odpowiedzi, bała się, że powie, że tak, choć w sumie sama nie wiedziała dlaczego, aż tak by ją to przygnębiło.
- Tak. Arogancki, samolubny, nie warty uwagi. Nie jesteśmy zbyt dobrze do siebie nastawieni. – Powiedział całkiem obojętnie, tak jakby wcale mu nie zależało na ich rodzinnych relacjach. Potwierdził ciekawość Catherine, niestety. Już była przygotowana na najgorsze.
- Ja mam brata i siostrę. Jestem środkowa, jeśli chodzi o wiek. – Uśmiechnęła się spoglądając na niego, a on odwzajemnił ten uśmiech. – A rodzice? Nami się ma zająć wujek… Dopóki ojciec nie wróci. Okropny jest, nawet nie pytaj. Widziałam go ostatnio jak miałam 12 lat.
- Współczuję. Mam nadzieję, że ja jakoś będę mógł Ci umilić ten czas.
- Z pewnością panie, Salvatore. – Przygryzła swoją dolną wargę kusząco i spojrzała na niego przez swoje rzęsy. Dopiero po chwili zdała sobie z tego sprawę, że go uwodzi. O nie, Catherine opanuj się, spokój, nie daj się. Pomyślała. Stefano jednak nie pomógł jej się opanować. Położył swoją dłoń na jej dłoni, co doprowadziło ją do okropnego mętliku w głowie.
~~
Mia przechadzała się ciemnymi uliczkami małego miasteczka i musiała wszystko przemyśleć. Rozmyślała ciągle nad całym dniem, nad wydarzeniami, które miały miejsce. Próbowała w to wszystko uwierzyć, ale czy my byśmy uwierzyli w te wydarzenia, które w ciągu jednego dnia spotkały młodą dziewczynę? To był szok, ale mimo to cieszyła się, że ma Catherine, kochającą mimo wszystko siostrę, która była przy niej prawie zawsze. Myślała też jaka powinna być i doszła do wniosku, że powinna dorośleć, zacząć myśleć trzeźwo, a nie ciągle jak mała dziewczyna. Bała się jednak, że świat ją przerośnie, a była pewna, że to miejsce nie jest tak przyjemnym i tak dobrym jakim jej się zdawało za młodszych lat.
- Ej laska! Blondi! Zatrzymaj się. No niunia! – Usłyszała nagle za sobą jakieś głosy. Miała rację to były dresy. Zaczepiali ją, a jeden nawet dał jej klapsa w tyłek. Ona wtedy od razu się odwróciła i chciała walnąć go w twarz, ale nie zdołała, bo chwycił ją za nadgarstki. 

~~ ♣ 
Nikt nie skomentował poprzedniego rozdziału i jakoś tak mi smutno. Tak czy siak będę pisała dalej. Mam już kolejny rozdział napisany. Mam nadzieję, że was nie zanudzę. XD 
Jak myślicie, czy ktoś obroni Mię czy wydarzy się jakaś tragedia? Czy wydarzy się coś pomiędzy Stefano, a Catherine? A może oprze się tej pokusie?

2 komentarze:

  1. Dżizas, co to ma być? ; o To by było logiczne, żeby ją KTOŚ obronił, jeszcze zgwałconej Mii tu brakuje...
    Do następnego, już się boję ;*

    OdpowiedzUsuń