Stefano pociągnął Catherine do siebie i nie dał jej odejść.
Dziewczyna nie mogła ukryć swojego zaskoczenia na twarzy, ale i złości. Sama
nie wiedziała czemu wywołał w niej taką reakcję. Przyjrzała mu się i zobaczyła,
że był naprawdę bardzo przystojnym chłopakiem i z pewnością starszym od niej.
- Powiedziałam przepraszam. Puścisz mnie w końcu? –
Zapytała, ale on tylko wzmocnił uścisk i nic nie odpowiedział, co ją jeszcze
bardziej zirytowało. W tej chwili była oburzona.
- Puszczę, ale zgodzisz się pójść ze mną do kina, co ty na
to? Tak w rewanżu.
- Am… Chętnie, ale mam chłopaka. Muszę już iść do klasy.
- To nie musi być randka.
Kiedy to powiedział brunetce zrobiło się strasznie głupio.
Jak ona mogła pomyśleć, że ten chłopak, boski chłopak chce się z nią umówić? Z
pewnością miał już dziewczynę i to o wiele ładniejszą od niej. Po momencie
jednak przypomniała sobie słowa chłopaka „nie musi”, ale może… jeśli tylko ona
by chciała. Na samą tą myśl chciała się uśmiechnąć, ale powstrzymała się. Może
po prostu powiedział to z grzeczności?
- Halo? Ziemia do… A tak, jak masz na imię?
- Przepraszam. Jestem Catherine. A ty?
- Stefano miło mi cię poznać, Catherine.
Tym razem się uśmiechnęła. Poczuła się naprawdę szczęśliwa,
a jej humor od razu się polepszył. Mężczyzna puścił w końcu jej dłoń, a ona
nawet tego nie zauważyła. Była zbyt zajęta patrzeniem w jego zielone tęczówki,
które były po prostu piękne.
- To jak? Mogę liczyć na twoje towarzystwo?
- Okej. Tylko… Głupio mi z tobą iść do kina, więc zgodzę się
tylko na wspólną naukę.
- Jak sobie życzysz. Dzisiaj po lekcjach?
- Dzisiaj po lekcjach. Mam ostatnią matematykę, więc
poczekaj proszę przed szkołą po siódmej lekcji.
Uśmiechnęła się i poszła w stronę swojej sali od historii.
Wiedziała, że już sporo się spóźniła, ale nie mogła zmarnować takiej okazji. To
byłby grzech. Mimo wszystko pamiętała o Macie i nie chciała go zranić. Był jej
bardzo bliski, nie mogła pozwolić sobie na coś więcej ze Stefano. Znała umiar i
miała zamiar go zachować.
{***}
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam… - Wpadła do klasy
Mia wraz z zeszytami, które wypadły jej z rąk. W tym momencie miała ochotę
zapaść się pod ziemię. Ostatnio często zdarzało jej się spóźniać na lekcje
czego nie lubiła, ale następowało to właśnie przez wybryki Jeremiego albo nie
mogącą się dobudzić Catherine.
- Panienko, znowu się spóźniłaś. Zajmij miejsce i nie rób
już zamieszania. – Powiedział nauczyciel od polskiego. Gilbertowa tylko skinęła
posłusznie głową i zajęła swoje miejsce. Przez całą lekcję nie mogła się
skupić. Myślała trochę o dziwnym zachowaniu siostry w nocy, ale wyczuwała już
od dawna, że coś jest z nią nie tak, że ma jakiś problem. Najgorsze dla niej
jednak było to, że o niczym jej nie powiedziała. Nie rozmawiały ostatnio tak
często. Mia była zajęta nauką, a Catherine robiła się coraz to bardziej
zamknięta na świat. Próbowała udawać normalność, w końcu miała poukładane
życie, ale brakowało jej zamieszania, tego czegoś o czym zawsze marzyła.
Po zaledwie dwóch godzinach zaczęła się najgorsza z
możliwych lekcji. W-f z chłopakami i to tymi ze starszej klasy.
- No to co dziewczyny? Najpierw po trzy kółka, a potem
bierzemy się za koszykówkę. – Rozkazał trener, a wszystkie dziewczyny były posłuszne.
Przebiegły ponad kilometr i były strasznie zdyszane. Lekcje w-fu były coraz to
gorsze i bardziej męczące. Mia przez pewną chwilę rozmawiała z kumpelami, ale
zaczęło brakować jej tchu, więc skończyła gadkę i dała z siebie wszystko, żeby
jak najszybciej znaleźć się na mecie i odpocząć.
Zaczęła się gra. Gra, która jej się nie podobała. Dwa lata
starsi chłopcy byli okropni. Chcieli im za wszelką cenę pokazać, że umieją grać
lepiej od nich, co chyba było logiczne ze względu na wzrost, który był bardzo
przydatny w tej grze.
Mia próbowała obronić kosz przed piłką i udało jej się to,
ale podskakując walnęła ciemnowłosego chłopaka łokciem w podbródek. Bardzo się
tym przejęła. Jak zawsze coś musiało jej się przytrafić. To było już nurtujące.
- Ojej, przepraszam.
- No i co zrobiłaś idiotko? Widać, że blondynka. Nie bierz
się za grę skoro się do tego nie nadajesz!
Wykrzyczał i skierował się w stronę linii boiska, żeby z
niego zejść. Dziewczynę zaszokowało jego zachowanie, ale nie obyło się bez
odzywki. Zwykle nie była taka porywcza, ale teraz? Teraz musiała, coś w nią
uderzyło.
- Herrera! Myślisz, że jesteś taki cwany? Nie każda
blondynka jest głupia, ale widać idealnie na twoim przykładzie, że ludzie z
wioski są prostakami. Z tego się nie wyleczycie.
- Masz coś do mnie, Gilbert? Chcesz coś jeszcze dodać? Ten
twój śliczny ryjek nie załatwi sprawy.
- Ja przynajmniej mam coś ślicznego w porównaniu do ciebie,
parszywa świnio. Nie zamierzam tracić na ciebie czasu, cześć.
Już miała iść kiedy nagle poczuła mocny ścisk na nadgarstku.
To bolało, nawet bardzo.
- Puść mnie! – Warknęła, ale on chwycił dodatkowo jej drugi
nadgarstek i potrząsnął nią.
- Nie będziesz się zachowywała jak królowa.
- Nie zachowuję się tak! Odwal się ode mnie. – Wysyczała prosto
w stronę jego ust, choć była trochę niższa to stanęła na palcach. Popchnęła go
i tym też wyślizgnęła się z jego uścisku. Ten dzień mogła już zaliczyć na
straty. Chciała już być w domu, bardzo tego chciała. Jeszcze chyba nigdy nikt
się tak do niej nie odniósł. Wbiegła szybko do szkoły i przebrała się w
normalne ubranie. Nie chciała tego chłopaka widzieć na oczy.
{***}
Lekcje Catherine dobiegły końca, a ona odetchnęła z ulgą.
Nie było dzisiaj Matta w szkole. Martwiła się o niego, ale co miała poradzić?
Miała zamiar do niego później zajrzeć, ale najpierw chciała się pouczyć ze
Stefano. Urzekł ją. Lubiła starszych chłopaków, a w dodatku takich
przystojnych. Wyszła ze szkoły i rozejrzała się dookoła szukając go wzrokiem.
Nikogo jednak nie ujrzała. Zmarszczyła czoło i zwątpiła w to wszystko.
- Jak ja mogłam być taka głupia? – Zapytała sama siebie, ale
nagle poczuła czyjeś dłonie na swojej talii. Wystraszyła się i odruchowo
odwróciła się.


Podoba mi się! :D Mam tylko nadzieję, że nie bd się totalnie opierać na serialach xD Ciekawa kolejnych, buziaki ; *
OdpowiedzUsuń