- Ty głupia? Nigdy. – Wyszeptał prosto do jej ucha. Tak to
był Stefano, a na jej ustach od razu zagościł uśmiech. Poczuła się znakomicie.
Cieszyła się, że jej nie olał. Jednak myliła się co do niego.
- Przepraszam. Myślałam, że…
- Że nie przyjdę, tak? Nie jestem taki.
- Wiem dlatego…
- Nie przepraszaj, Catherine. Za często to robisz.
- Faktycznie, prze… znaczy… no. – Zająknęła się niezręcznie
i uśmiechnęła głupio. Naprawdę w tym momencie czuła się jak wyjęta prosto z
jakiegoś cyrku. Nie potrafiła się normalnie zachować.
Po około pół godziny byli już pod domem przystojnego
mężczyzny. Była to całkiem okazała posiadłość
czego brunetka zupełnie się nie spodziewała. Weszli do środka, a ona
rozglądała się po pomieszczeniu.
- Napijesz się czegoś?
- Tak, herbaty. – Odparła, a zielonooki skierował się w
stronę kuchni. Po chwili znikł w niej całkowicie. Catherine usiadła na kanapie
i niezręcznie spojrzała w sufit. Kiedy w końcu jej towarzysz wrócił do salonu
zaczęli się uczyć razem. Obecność Stefano trochę ją dekoncentrowała i nie mogła
się skupić. Ciągle o nim myślała, czuła na sobie jego wzrok, a gdy próbowała na
niego spojrzeć po prostu nie mogła, bo podświadomie wiedziała, że ich
spojrzenia się skrzyżują, a wtedy zupełnie nie wiedziałaby co zrobić. Chłopak
był naprawdę kochany. Próbował jej wszystko tłumaczyć, a z tego względu, że ona
nie mogła zrozumieć wszystkiego za pierwszym razem to musiał mieć do niej
anielską cierpliwość jak nikt inny. Ich naukę przerwało nagłe otwarcie drzwi.
{***}
Mia zdenerwowana próbowała dodzwonić się do ojca, ale on nie
odbierał, co jej jeszcze bardziej zepsuło dzień. Czy coś się stało? Miała pewne
obawy. Próbowała je jednak jak najszybciej od siebie oddalić. Zaczęła wracać do
domu na piechotę. W pewnej chwili coś przykuło jej uwagę. Podeszła bliżej
całującej się pary, choć nie była pewna czy powinna to robić.
- Daniel! – Krzyknęła zszokowana. Nie wiedziała w tej chwili
co myśleć. Ten szybko się opamiętał i odszedł na moment od swojej towarzyszki.
- Czego chcesz, siostra?
- Nie byłeś w szkole, bo miałeś kaca, a teraz widzę Cię z…
Panią Loockwood? Zwariowałeś? Ojciec jak się dowie to Cię zabije. Ona jest o
przynajmniej 15 lat od Ciebie starsza!
- Odczep się! To nie twoja sprawa. Wracaj do domu. Czekają
już na Ciebie z obiadem.
- Nie pójdę bez Ciebie! Idziesz ze mną. – Pociągnęła go za
rękę, ale on ją od siebie odepchnął.
- Spadaj! – Wykrzyczał i odszedł od niej. Mia poczuła żal do
brata. Nie rozumiała zupełnie jego zachowania. Wszystko zawsze było takie
idealne, takie piękne, a teraz? Jej rodzina się sypała. Chciała mieć jak zawsze
wszystko pod kontrolą, chciała, żeby było dobrze, ale tak nie było i w
najbliższym czasie na to się nie zapowiadało. Musiała zachować pozory.
Zacisnęła pięści w złości i przyspieszyła kroku chcąc jak najszybciej znaleźć
się w domu.
{***}
- Stefano!
Catherine usłyszała znajomy głos, ale nie była pewna kto
mógł odwiedzić tego chłopaka do czasu, gdy nie zauważyła tej idealnej sylwetki,
tego pewnego siebie kroku i wyrazu twarzy, a w szczególności spojrzenia.
- Candice, wejdź. Damon powinien przyjść niedługo. Możesz tu
poczekać.
- Co tu robi ta pokraka?
- Nie jestem pokraką, kretynko! – W końcu się odezwała. Nie
mogła znieść już tych jej obelg, a już w szczególności nie mogła dać sobą
pomiatać w obecności chłopaka.
- Jak śmiesz się tak do mnie odzywać? Zamilcz, bo inaczej… -
W tej też chwili nie mogła dokończyć swojej wypowiedzi, bo przerwał jej
Stefano, który wkroczył pomiędzy je obie zupełnie tak jakby miały zaraz sobie
skoczyć do gardeł, a on miał być jakąś granicą, barierą obronną ich oby.
- Nie zaczynaj. Przestań, bo będę musiał Cię wyprosić,
Candice.
- Doprawdy? Claudia zapewne nie będzie z tego powodu
zadowolona.
- Słuchaj, w tej chwili nie obchodzi mnie zdanie Claudii.
Catherine jest moim gościem i nie pozwolę Ci się tak do niej zwracać. Rozumiesz
czy mam jeszcze raz przetłumaczyć?
Zapytał, ale ta tylko prychnęła i odwróciła się na pięcie.
Chwyciła szklaneczkę whiskey jakby to była jej własność i wypiła całą jej
zawartość. Usiadła w fotelu i uporczywie się w nich wpatrywała.
- Stefano… Ja chyba powinnam już pójść. Nie chcę siedzieć w
jednym pomieszczeniu z nią.
- Poczekaj, odprowadzę Cię.
Catherine zawiesiła swoją torbę
na ramieniu i spojrzała ostatni raz na blondynkę. Nie rozumiała teraz wielu
rzeczy, ale miała zamiar się dowiedzieć, musiała. Już miała wychodzić kiedy w
drzwiach stanął przystojny niebieskooki brunet. Od razu go poznała. To był ten
mężczyzna z wczoraj. Co on tu właściwie robił? Dlaczego ją tak wczoraj
potraktował? Nagle wszystko inne wyparowało prócz tych myśli o nieznajomym,
które właśnie się pojawiły. Niegrzecznie zmierzył ją wzrokiem i ominął jakby
nigdy w życiu jej nie widział na oczy, jakby była powietrzem. Zabolało ją to,
choć sama nie wiedziała dlaczego. Poczuła się strasznie urażona. Stała w
miejscu jak posąg nie mogąc się ruszyć, ale pomógł jej w tym Stefano popychając
ją lekko do przodu.
- Wszystko okej?
- Tak, zamyśliłam się trochę. –
Wymusiła uśmiech na swoich ustach i spojrzała na chłopaka. Kurczowo ścisnęła
ramię od torby i zaczęła iść obok niego wpatrując się w dal. – A więc… Claudia
to twoja dziewczyna?
- Dziewczyna? Nie, skądże znowu.
To moja siostra tak samo jak Damon, ten chłopak, którego przed chwilą miałaś
okazję zobaczyć. Nie jest zbyt rozmowny, a tym bardziej uprzejmy.
„Zdążyłam zauważyć” – Pomyślała,
ale nie miała odwagi powiedzieć tego na głos. Przewróciła tylko teatralnie
swoimi czekoladowymi tęczówkami i szła dalej. Nie chciała więcej wspominać tego
niebieskookiego mężczyzny. Nie mogła powiedzieć, że był chłopakiem, bo był dość
dojrzały. Z jednej strony chciała wiedzieć o nim jak najwięcej, ale z drugiej
nie chciała nigdy więcej o nim słyszeć. To była jedna wielka głupia gra.
Pomyłka, której teraz doświadczała. Dlaczego akurat ona musiała napotkać na
swojej drodze takiego człowieka? To była istna zła kreatura. Nawet nie było
wiadome to czy jest człowiekiem. Miała same najgorsze obrazy w głowie, ale głos
Stefano szybko przywrócił ją do rzeczywistości.
- Przepraszam Cię za Candice. Nie
sądziłem, że przyjdzie do nas dziś. Damon wrócił wczoraj z Ameryki, a ona
wprost skacze z radości, choć tego nie okazuje.
- Tak, więc… Damon to jej
chłopak?
- Nie do końca.
- To znaczy?
- Byli kiedyś razem, ale on jest
typem samotnika, a raczej osoby, która spędza z drugą osobą tylko jedną noc, a
potem znika.
- Typowy imprezowicz?
- Dokładnie. Strzał w dziesiątkę.
Candice jednak uważa, że oni nadal są razem i… wiesz.
- Wiem.
Przytaknęła i tym razem
uśmiechnęła się z własnej woli delikatnie, ale i uroczo.
{***}
- Mamo, tato! Wróciłam! –
Wykrzyczała Mia na samym starcie, kiedy weszła do domu. Położyła torbę z
książkami na komodzie, ale nie usłyszała żadnego odzewu ze strony rodziców, co
ją trochę zaniepokoiło. Zdjęła buty i kurtkę po czym poszła do sypialni
rodziców, z której niemalże wyskoczył ojciec.
- Odwołali nam niemiecki. Jest
mama? – Zapytała rozluźniona, ale ojciec zaczął dziwnie się zachowywać.
- Mama? Nie, nie ma.
- Aha… okej. – Skinęła zgodnie
głową i poszła schodami na dół. Nie zeszła jednak do końca. Coś jej nie
pozwoliło. Odwróciła się z powrotem, a jej ojca już nie było. Musiał wejść z
powrotem do pokoju. Mia weszła ponownie na górę schodami i złapała za klamkę do
sypialni rodziców.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest rozdział 3. Mam nadzieję, że się podoba. ;3
Myślicie, że Mia wejdzie do pokoju czy jednak odpuści i odejdzie? Będzie wolała żyć w niepewności czy jednak ulegnie ciekawości?
Do następnego. Xoxo ;*

Podstawi ucho xD Weź taka pokraka z tej Mii... O.o
OdpowiedzUsuńDo następnego ; *
Dość ciekawe.
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie.Dopiero zaczynam.http://hello-my-shadow-self.blogspot.com/